Rozdział XXVII

Kilka dni po zakończonej walce wszyscy próbowali oswoić się z nową sytuacją.
-Nadal nie mogę w to uwierzyć że Usagi i Mamoru są władcami nie tylko Ziemi i księżyca ale i Nemezis ta planeta źle mi się kojarzyła. Chibiusa nic nie mówiła o tym jak przebywała w XX wieku.
-Kochana Minako – jej głośne przemyślenia rozbawiły Keizo – To normalne że ona nic nie mówiła, bo nie można znać przyszłości, pewnie wiele wam nie powiedziała i wiele pozmieniała byście się nie sugerowały życiem z jej czasów. O nas też nic nie wiedziałyście?
-No nie. – Minako na chwilę zamilkła i posmutniała.
-Mamoru leży ranny Usagi opiekuje się nim ale najgorsze jest to, że jego rany powinny już się zagoić, przecież ma zdolności uzdrawiające, wszystkie rany szybko się na nim goiły a teraz? Zamiast się goić powiększają się! Widziałam że unika rozmów nawet z Usagi.
-Wiem zemną też nie chce rozmawiać. Martwi mnie to. Te rany, masz rację już powinny zniknąć.
-Może Usagi powinna użyć srebrnego kryształu? Jeśli nadal tak będzie wszystko postępować to wkrótce Mamoru-kun umrze.
-Co? Umrze?
Usagi zalała się łzami okręciła się na pięcie i pobiegła przed siebie tam gdzie ją nogi poniosły.
-Minako-chan Ty to masz wyczucie.
-A skąd ja mogłam wiedzieć że stoi za nami?
Keizo spuścił głowę.
-Masz rację, całkowitą rację.

***

Biegła przed siebie a łzy spływały jej po policzkach jak ulewny deszcz, nie mogła uwierzyć w to co usłyszała z ust swojej przyjaciółki, jej ukochany Mamo-chan może umrzeć!
-Dlaczego Mamo-chan dlaczego?
Stanęła przed dębowymi drzwiami wahała się ale nacisnęła klamkę, cicho otworzyła drzwi i zajrzała do środka.
-Śpi.
Wypuściła powietrze z ust, weszła do środka pokoju, zachowywała się bardzo cicho nie chciała obudzić ukochanego. Obserwowała czy oddycha. Uklęknęła obok łóżka i delikatnie wzięła go za rękę. Siedziała tak dłuższą chwilę nie ruszała się ani nie odzywała tylko obserwowała swojego ukochanego.
-Mamo-chan ja nie przeżyje jak Ty umrzesz nie chcę żyć bez Ciebie.
Delikatnie musnęła jego dłoń nawet nie zauważyła że Mamoru już nie śpi.
-Nie dotykaj mnie Usagi-kun
Poderwała się na równe nogi nie wiedziała co ma ze sobą zrobić planowali ślub, oddała mu się, od kilku dni siedzi przy jego łóżku, opiekuje się nieprzytomnym ukochanym a on po przebudzeniu mówi do niej Usagi-kun?
-Mamo-chan co się dzieje?
-Nie mów tak do mnie.
-A jak mam mówić do swojego ukochanego?
-Wybacz ale po ostatnich zajściach już nie jestem Twoim ukochanym.
Mamoru chociaż ledwo mówił to brzmiał bardzo poważnie w oczach nie miał krzty uczucia czy żalu.
-Mamoru proszę Cię.
-Nie masz o co mnie prosić a teraz wyjdź, Twoje towarzystwo źle na mnie działa.
Usagi zaszkliły się oczy po raz kolejny nie wiedziała co zrobić zaczęła się cofać chciała już wyjść ale wtedy przed oczami stanęła jej przed oczami pewna scena z przeszłości.
-Pamiętasz? Kiedyś już kazałeś mi opuścić swoje życie, powiedziałeś, że mnie nie kochasz, że nie pasujemy do siebie wyrzuciłeś mnie z mieszkania. Wtedy chciałeś mnie chronić. A dzisiaj ? Co takiego się stało że dzisiaj robisz to samo?
Usagi patrzyła mu prosto w oczy nie mrugnęła ani razu czekała na odpowiedź. Mamoru westchną głośno dobrze pamiętał, tamte dni bez niej były wręcz piekłem. Odwrócił twarz nie mógł dłużej patrzeć na jej łzy, płakała tak samo jak wtedy ale teraz była inna sytuacja.
-Pamiętam, pamiętam też nasz pierwszy raz i wszystkie następne, nasze plany – mieliśmy wziąć ślub. Ale co z tego skoro Ty nie potrafiłaś tego uszanować!
Próbował wręcz krzyczeć lecz stan zdrowia mu na to nie pozwalał.
-Mamo-chan ale ja Cię kocham.
-Nie wierze w to, po tym co widziałem to nie wierzę w nic co mówisz!
Usagi zdębiała zrozumiała że Mamoru widział jak pocałowała Diamanda i płakała nad nim gdy umierał.
-Widzę że już wiesz, więc wyjdź.
-Nie wyjdę póki mnie nie wysłuchasz.
-Powiesz mi kolejne kłamstwo. Wyjdź!
-To prawda pocałowałam Diamanda, ale ja go nie kochałam.
-To po co to zrobiłaś? Co?
-Chciałam mu dać trochę szczęścia przed śmiercią wiedziałam że umiera. Kochał mnie szczerze nie chciał nas rozdzielić życzył nam szczęścia.
-Szczęścia? To chyba jakieś kpiny!
Mężczyzna był oburzony co wcale nie pomagało mu. Jego stan był coraz gorszy zaczynał się coraz mocniej pocić i mówić coraz ciszej co nie uszło uwadze Usagi.
-Myśl co chcesz ale ja Cię kocham i nie odpuszczę tak łatwo. Bez Ciebie moje życie nie ma sensu.
Podeszła bliżej niego dotknęła dłonią czoło które było bardzo rozpalone, serce biło mu nie miarowo.
-Odejdź odwrócił twarz by nie patrzeć na nią.
Usagi już nic nie mówiła zamilkła całe pomieszczenie nagle rozbłysło ciepłym srebrnym kolorem. Mamoru zaskoczony popatrzył się w stronę światła zobaczył że obok niego stoi Królowa Neo Serenity z srebrnym kryształem w dłoniach.
-Coś Ty najlepszego zrobiła?
-Twoje moce nie działają nie uleczysz się sam a i lekarze nie pomagają za bardzo Cię kocham by pozwolić byś umarł muszę zrobić wszystko abyś żył moje życie się nie liczy.
Po tych słowach zamilkła. Mamoru widział tylko jak coś szepcze po czym strumień światła skierował się w jego stronę i otulił delikatnie całe jego ciało. Po czym już nic nie widział tylko ciemność.
-Śpij mój kochany za jakiś czas się obudzisz i będziesz zdrów.
Opuściła ręce i opadła na kolana, nic już nie widziała i nie słyszała była szczęśliwa, że uratowała swojego mężczyznę, tego jedynego.
***
Po kilku kolejnych dniach obudzili się oboje. Mamoru był nadal słaby ale powoli dochodził do siebie. Usagi mimo dużego wycieńczenia o dziwo szybko dochodziła do siebie.

-Usagi-chan jak to zrobiłaś że on zdrowieje?
-To miłość Rei-chan, po prostu miłość.
Przyjaciółka się uśmiechnęła do niej i wyszła z pokoju.

-Nareszcie dochodzisz do siebie baliśmy się o Ciebie.
-Keizo mój dobry przyjacielu żeby nie ona to bym umarł,
-Dlaczego?
-Użyła srebrnego kryształu. Jak się ona czuje? wszystko w porządku?
-Oczywiście że w porządku odpoczywa w pokoju obok.
Mamoru się uspokoił i opał z powrotem na łóżko.
-Mimo wszystko ją kocham nie potrafię żyć bez niej.
-To żyj z nią, wybacz jej.
Mamoru zamilczał w głębi serca wiedział, że już jej wybaczył.

***

Pierwsze promienie nieśmiało zaglądały do pokoi i budziły ludzi o niespokojnym, lekkim śnie. Błękitne, wciąż delikatnie zamglone niebo zapowiadało wspaniałą pogodę. Idealną na spełnianie największych marzeń.
Niewyraźna smuga światła padła na twarz śpiącego wciąż mężczyzny. Ten westchnął ciężko i mozolnie przewrócił się na drugi bok, zasłaniając oczy przed jasnym światłem. Wyciągnął rękę i zaczął gładzić nią łóżko, jakby w poszukiwaniu czegoś. Po chwili otworzył oczy i ze zdumieniem spostrzegł, że miejsce obok niego jest puste, a o czyjejś obecności świadczył tylko ślad na wygniecionej poduszce. Mężczyzna przesunął się nieznacznie i wtulił w nią twarz. Pachniała drogimi, damskimi perfumami, które tak dobrze znał i pokrzywowym szamponem.
Wtedy właśnie ocknął się i dotarła do niego świadomość, że to właśnie dziś jest ten dzień. Tak długo wyczekiwany, planowany od dawna, kiedy tylko w jego głowie zawitało takie marzenie. Ślub. Piękny, wspaniały, z mnóstwem gości we wspaniałej katedrze. I z nią. Z kobietą jego życia. Z Usagi.
Podciągnął bokserki i wyszedł na korytarz, zobaczyć się z narzeczoną. Miał to być ostatni raz. Wieczorem będzie już jego żoną. Usłyszał dźwięczny głos, dochodzący z salonu, więc skierował swoje kroki w tamtą stronę. Nieśmiało zajrzał do środka – nie chciał przeszkadzać, zrozumiał, że rozmawia ona przez telefon.
- Wstałeś już? Miałam nadzieję, że jeszcze sobie pośpisz. Specjalnie starałam się ciebie nie budzić – powiedziała, gdy tylko usłyszała kroki tłumione nieco przez gruby dywan.
- Nie obudziłaś mnie. Zrobiło to słońce. Trzeba będzie przenieść sypialnię. Te wschody mnie denerwują. – Odpowiedział i złożył na jej policzku szybkiego buziaka. Machnęła obojętnie ręką i zauważyła:
- Nie prościej będzie zamontować rolety? I tak trzeba to zrobić.
- Może… – zamyślił się i utkwił spojrzenie w jej twarzy.
Okrągła, jeszcze trochę dziecinna, miała w sobie jednak coś poważnego i subtelnego, co przyciągało jak magnes. W niebieskich oczach czaiły się ironiczne błyski, a pełne, różowe usta równie często wykrzywiały się w promiennym uśmiechu. Siedziała pochylona nad drewnianym stolikiem do kawy, a jej długie złote włosy falą spływały na plecy. Kobieta po chwili podniosła się i zapytała:
- Zrobić ci jakieś śniadanie, Mamo-chan?
- Yhm – mruknął. – Obojętnie co. Dzisiaj zjem wszystko.
Z niejakim fanatyzmem obserwował jak pełnym gracji krokiem kieruje się do kuchni. Miała na sobie tylko jego zgniłozielony t-shirt, który służył jej jako koszula nocna. Materiał sięgał zaledwie do połowy uda, sprawiając, że blondynka wyglądała ponętnie i seksownie. Mężczyzna westchnął przeciągle. Wciąż nie mógł uwierzyć, że tak wielkie szczęście spotkało jego. Właśnie jego.

Katedra należała do budynków, na których nie oszczędzano materiałów. Potężna, wręcz majestatyczna, wznosiła się w górę dwoma strzelistymi wieżami. Ogromne wrota wyglądały jak w dawnych zamkach, jakby za chwilę mieli je przekroczyć król i królowa. Wiele par wybierało to miejsce na swój ślub. Było piękne, dobrze ulokowane i mogło pomieścić mnóstwo gości w swym obszernym i zawsze przyjemnie chłodnym wnętrzu. Poza tym było w niej coś takiego, co sprawiało, że młodzi czuli się ważni, jakby nagle ich egzystencja urastała do ogromnej rangi, jakby pełnili naprawdę ważną rolę.
Mamoru stał w swoim pedantycznie ułożonym i idealnie uprasowanym, czarnym garniturze przed drzwiami katedry i czekał na właściwy sygnał. Co jakiś czas zerkał w stronę Usagi, wyglądającej jak nimfa. Wydawała się być taka krucha, delikatna i… eteryczna? Zastanowił się, skąd wzięło się to słowo. Może to przez te zwiewne materiały, a może przez koronki, a może przez wianuszek z kwiatów… Po chwili zrezygnował z roztrząsania tej kwestii i z dumą patrzył na swoją narzeczoną. Nieważne dlaczego wyglądała tak pięknie, ważne, że właśnie wyglądała tak, a nie inaczej.
Nerwowym ruchem ręki strzepnął biały paproch, który osiadł mu na ramieniu, psując wizerunek. Zaczynał się niecierpliwić. Dlaczego druhny jeszcze się nie pojawiły? Spojrzał na zegarek. Dochodziła piąta po południu, a one miały stawić się wcześniej! Większość gości już zgromadziła się wewnątrz katedry i oczekiwała wielkiego przedstawienia. Dlaczego ich, do jasnej cholery, jeszcze nie ma? Zaczął rytmicznie tupać nogą w beton i coraz częściej spoglądać na zegarek, jakby to miało sprawić, że druhny szybciej się zjawią.
W pewnym momencie na parking zajechał czarny Ford Scorpio i wysiadły z niego cztery młode dziewczyny i każda miała inny kolor sukienki – jedna była w pomarańczowej, druga w zielonej, trzecia w niebieskiej i czwarta w czerwonej. Przeprosiły za spóźnienie i od razu zajęły swoje miejsca. Dokładnie tak, jak ich instruowano. Rozległy się pierwsze dźwięki starych organ i uroczystość w końcu się rozpoczęła.
Przez cały czas Mamoru stał wcale nie mniej zdenerwowany niż przed katedrą. Dobrnęli do decydującego momentu. Powoli wyrecytował swoja przysięgę odpowiedź i z natężeniem wpatrywał się w pannę młodą. Ksiądz zwrócił ku niej swoje oblicze i zadał to pytanie. Ta uśmiechnęła się promiennie, spojrzała z radością na Mamoru i pewnym głosem, który później głucho odbijał się od ścian katedry, powiedziała:
-Tak.
Nałożyli sobie obrączki obdarowali małżeńskim całusem po czym odwrócili się do licznie zgromadzonych gości którzy zaczęli bić im brawa.
Wszyscy zebrani po ceremonii ślubnej pojawili się na przyjęciu weselnym i Bawili się do białego rana.

W taki sposób bym dobrnęła do końca opowiadania :)

Rozdział XXVI

Tego wieczora wszyscy ruszyli na zamek Jiro. Każdy milczał a oczy mieli skierowane przed siebie szukając jakiegokolwiek niebezpieczeństwa. Diamand spoglądał ukradkiem na kurczowo trzymającą się ciemnowłosego Usagi, złość i zazdrość ciągle w nim narastały ale pragnął zwycięstwa i wolności dla swojej planety nie mógł tego zaprzepaścić dlatego chował swoje uczucia głęboko i brnął do przodu.

Podążali ciemnymi korytarzami wprost do zamku. Dotarli tam bardzo szybko ukrytymi przejściami podziemnymi.
-Wybaczcie ale ja dalej nie idę. – Satoshi spuścił wzrok na ziemię by uniknąć spojrzenia swego przyjaciela i zarazem władcy.
-Dzięki że nas tu przyprowadziłeś bez Ciebie było by nam trudniej się tu dostać, a teraz wracaj do swoich obowiązków. –Uśmiechną się do rodaka po czym ruszył dalej krzycząc jeszcze jedno zdanie do Satoshi –Następnym razem spotkamy się na Nemesis. – Po czym jeszcze z większą energią ruszył w kierunku pałacu tam gdzie znajdował się Jiro a raczej powinien znajdować się o tej porze dnia – do jego sypialni.
Satoshi z ulgą spoglądał na oddalającą się w ciemności grupę a gdy już całkiem zniknęli mu z oczu ruszył w drogę powrotną.
-Mam nadzieję że wam się uda.

***
W jednym z pomieszczeń zamku siedział Jiro wraz ze swoimi ludźmi był bardzo zdenerwowany.
-Jest silniejszy niż myśleliśmy
Jiro mocno uderzył w stół słysząc słowa Taniko popatrzył się na nią z nienawiścią po czym się roześmiał. Taniko i Goro spojrzeli na siebie z lekiem widząc jego reakcję nie chcieli już się odzywać.
-Diamand zbliża się do naszego zamku myśli że nie wiemy o tym więc mamy przewagę, najpierw musimy załatwić jego towarzyszy jak już będą martwi wezmę się za Księcia osobiście.
-Obyśmy zdążyli.
Jiro wściekł się i przygwoździł Goro do stołu.
-To jest wojna, zwycięstwo wymaga poświęceń jeśli coś Ci się nie podoba to możesz wrócić do domu ale wątpię by Ci się to udało w jednym kawałku.
-Niewątpliwie.
***
Po długim marszu dotarli do celu znajdowali się już w zamku.
-I teraz co…?
Zakira był jak zawsze niecierpliwy jednak nie było mu dane dokończyć pytania.
-Idziemy prosto tym korytarzem czuję że tam będą nasze pałeczki.
Usagi powiedziała zdecydowanym tonem głosu, brzmiała jak królowa która nie lubi sprzeciwów. Przyjaciele popatrzyli się na nią i posłusznie wykonali to co powiedziała.
Korytarz którym szli był ciemny a w powietrzu unosił się zapach stęchlizny. Byli zdziwieni że po drodze nie było ani jednego strażnika czy jakiegoś patrolu nocnego. Mimo, że przeczuwali coś złego to się cieszyli brakiem przeszkód.
Doszli do wielkich drewnianych drzwi w których były wyrzeźbione podobizny dawnych królów futryna wyglądała jak bluszcz który próbuje ich ochraniać.
-Piękne są te drzwi. – Powiedział cichutko Rei.
-Takie same były na Nemezis w zamku moich rodziców, przedstawiały pierwszych władców naszej planety.
Owe drzwi wyglądały na ciężkie jednak po delikatnym pchnięciu otworzyły się na roścież, kolejne pomieszczenie przywitało ich ciemnością nic nie widzieli, włączyli swoje latarki jednak gdy to uczynili zobaczyli coś co przeczuwali od dłuższego czasu.
-Witamy w naszych skromnych progach.
Jiro się ukłonił z ironicznym uśmiechem Diamanda i jego towarzyszy.
W tym Momocie tez rozbłysły światła w komnacie.
-Wiedziałem że przyjdziecie tam gdzie są pałeczki transformacji.
Po czym popatrzył na Taniko a ta otworzyła kuferek w którym znajdowało się pięć pałeczek służących do transformacji. Kobieta uśmiechnęła się z wyższością po czym szybko zamknęła kuferek i stanęła za swoimi sprzymierzeńcami.
-Jiro!
Diamand rzucił nienawistnie po czym wszystko zlustrował swoim wzrokiem i wiedział że znajdują się w nie najlepszej sytuacji.
Zielonowłosy kiwną głową i w kierunku Diamanda poleciały strzały. Generałowie zakryli swoje ukochane, Diamand został ranny w ramię. Ostrzał się nasilał Książę i jego generałowie mieczami odpierali atak strzał, Diamand sięgną po swój miecz i robił to samo jednak ranione ramie spowolniło jego ruchy.
-Musimy dostać się do tej małpy co ma nasze pałeczki!
-Wiem Minako bez nich jesteśmy tylko ciężarem dla nich.
Usagi spojrzała na mężczyzn którzy ich bronili, po czym spojrzała w kierunku wroga.
-Patrzcie tam gdzie stoi ta małpa jest jakiś korytarz a obok nas jest podobny może to jakieś przejście?
Ami jak zawsze była spostrzegawcza i widziała więcej niż inni.
-Masz rację. Jayato-chan kryj mnie.
Rei powiedział tylko tyle i szybko pobiegła w kierunku korytarza wskazanego przez Ami.
-Gdzie Ty biegniesz stój!
-Nie martw się Jayato-kun ona poradzi sobie.
-Mam nadzieję.
Rei szybko znalazła się w ciemnym korytarzu szła przed siebie powoli by nikt jej nie usłyszał.
„Dobrze że walczą to przynajmniej mnie nie słychać”
Zgasiła lampkę gdy zobaczyła światło na końcu korytarza, szła powoli cicho jak mysz. Coraz bardziej się zbliżała, zobaczyła tą kobietę która miała kuferek.
-„Nadal ma go w rękach. To dobrze”
Zbliżyła się do niej maksymalnie po czym złapał ją za ramiona lewą ręką a prawą zakryła jej usta. Wciągnęła ją do ciemnego korytarza. Taniko się szarpała lecz Rei była sprytniejsza i silniejsza. Obezwładniła ją i pozbawiła przytomności po czym zabrała kuferek. Nim ruszyła sprawdziła czy oby pałeczki tam się jeszcze znajdują.
-„Są, prawdziwe”
Pobiegła szybko do przyjaciół, sama od razu się zmieniła w wojowniczkę.
-Mam, szybko zmieniajcie się. Podała każdej pałeczkę do transformacji i po chwili w pomieszczeniu zalśniło niebieski, zielone, pomarańczowe i różowe światło.
Jiro stanął w miejscu szybko się obejrzał za siebie nie zobaczył Taniko.
-Gdzie Taniko!
Wrzasną tak głośno jak się dało. Jego podwładni zlękli się nie wiedzieli gdzie się podział byli zbyt zajęci by zwracać na nią swoją uwagę. Ruszył na jej poszukiwania. Znalazł ją szybciej jak się spodziewał leżała nieprzytomna w korytarzu.
-Niech to szlak jasny trafi…

-Dobra robota dziewczyny teraz musimy odzyskać insygnia władzy gdy wrócą do prawowitego właściciela to wszystko wróci do normy.
-Dobrze Diamandzie.
Usagi kiwnęła twierdząco na jego słowa.

Jiro pojawił się przed całym towarzystwem był wściekły. Skierował swoje ataki w kierunku Diamanda który i tak już był osłabiony. Kilka kul energii trafiło Diamanda był już zbyt słaby aby się bronić, generałowie go osłonili i walczyli z Jiro.
Usagi podbiegła do Diamanda wzięła jego dłoń w swoje, z jej oczu popłynęły łzy które opadły na jego twarz.
-Nie płacz piękna, łzy do Ciebie nie pasują, lubię jak się uśmiechasz.
Usagi otarła łzy i próbowała na siłę się uśmiechnąć.
Mamoru w tej chwili był zajęty walką z ludźmi Jiro.
-Diamandzie nie umieraj popatrz wygrywamy.
Skierowała wzrok na pole bitwy gdzie wszystkie czarodziejki i generałowie walczyli z wrogiem.
-Patrz on już słabną, zaraz odzyskamy insygnia władzy, komu je oddamy jak umrzesz?
-Moja księżniczko Ty będziesz władczynią Nemezis, najlepszą w całej galaktyce.
-Nie mów bzdur musisz żyć.
Diamant podniósł dłoń do góry i pogładził ja po policzku.
-Mówiłem że lubię jak się uśmiechasz.
Usagi przytuliła się do niego po czym lekko się podniosła ich usta i oczy były bardzo blisko siebie, Tsukino nieświadomie zbliżyła swoje usta do jego po czym złączyły się w pocałunku.
-Teraz już mogę umrzeć spokojnie.
Uśmiechną się do ukochanej i zamknął oczy na wieczność.
Mamoru stał jak wryty i przyglądał się na swoją ukochaną, ukochana która właśnie całowała innego. Był wściekły, a ciało odmawiało mu posłuszeństwa nie mógł się w ogóle ruszać. Wrogowie go atakowali, ciosy dochodzili jeden po drugim ale on nadal stał sztywno.
Usagi klęczała nad Diamandem a łzy lały jej się z oczu, odłożyła jego rękę po czym powoli podniosła wzrok i zobaczyła wpatrującego się w nią Mamoru, przeraziła się, uświadomiła sobie co zrobiła i że on wszystko widział. Wstała i pobiegła w jego kierunku lecz on ją odepchną, widząc jego reakcję zalała się łzami lecz gdy zobaczyła że jest ranny zebrała się w sobie i zaczęła go ochraniać i walczyć z wrogiem dzięki temu już ani razu Mamoru nie został trafiony.
***
Wszyscy byli wycięczeni, ludzie Jiro uciekli został tylko on sam. Generałowie i wojowniczki nie dawali już rady walczyć. Usagi nadal ochraniała Mamoru który był mocno ranny.
-Mam jeszcze dużo siły a po waszych minach widzę że jesteście skończeni.
Jiro nadal walczył jednak w pojedynkę nie miał szans. Generałowie go unieruchomili i odebrali insygnia władzy.
-No to mamy to po co tu przyszliśmy.
Noritoshi dumnie podniósł insygnia i się uśmiechną.
-Tylko komu mamy je teraz dać?
Popatrzył na ciało Diamanda po czym opuścił insygnia. Wzrok skierował na Makoto która stała obok niego.
-Dj je Mamoru-kun i Usagi-chan.
-Masz rację.
-Podszedł do nich i wręczył Mamoru berło natomiast Usagi nałożył koronę na głowę.

Rozdział XXV

Znajdowali się w dusznym i ciemnym kanale żeby nie latarki ledwo by widzieli koniec swojego nosa. Przedostali się za bramy otaczające zamek, teraz wystarczyło tylko dotrzeć do samego centrum i zniszczyć wroga. Starali się szybko i niezauważalnie przemieszczać. Unikali miejsc w których mogli by sie natknąć na ludzi Jiro.
-Poczekajcie chwilę.
Diamand zatrzymał na czymś swój wzrok po czym skierował się w tamtym kierunku. Jego towarzysze się zdezorientowali ale musieli trzymać się razem więc ruszyli za nim. Jasnowłosy podszedł do nieznajomego mężczyzny po czym bez żadnego słowa uderzył go jak najmocniej w twarz tamten osunął się na ziemię.
-Diamandzie co ty wyprawiasz rzucamy się w oczy takim zachowaniem a to nam nie na rękę.
Noritoshi złapał go za ramię i zwrócił uwagę jednak on nic z tego sobie nie robił. Podniósł nieznajomego i zaciągną w cichą uliczkę. O dziwo w ogóle się nie rzucał i nie krzyczał co zastanowiło resztę towarzystwa.
-Co to ma znaczyć? Co ty wyprawiasz? – Diamand był wściekły jednak próbował panować nad emocjami by nie ściągnąć gapiów lub co gorsza ludzi Jiro.
-Wykonuję swoją pracę. – Odpowiedział pewnie mężczyzna
- Satoshi chyba zapomniałeś na czym polega Twoja praca! Czy tylko ja mam jeszcze tyle odwagi i wiary w zwycięstwo!? – Chciał krzyczeć ale okoliczności mu na to nie pozwalały.
-Robię co mogę. Co mi pozostało? Zabili by mnie!
-Takie ponosimy ryzyko.

Towarzysze Diamanda stali z boku przyglądając się całemu zajściu i rozmawiali ze sobą.
-Kto to jest Satoshi? Jayato cicho szepnął do Hino która uważnie przyglądała się całej sytuacji.
-To chyba jeden z członków Bractwa Czarnego Księżyca. – Odpowiedziała nie odrywając wzroku od rozmawiających mężczyzn.
-Czy oni się tu pozabijają? – Minako zadała pytanie nie oczekując odpowiedzi
-Wątpię by Diamand to zrobił
-Tak sądzisz Zakira-san.
-Pewnie, on tylko udaje twardziela ale tak naprawdę jest taki sam jak my, czyli jest zwykłym człowiekiem z niezwykłą misją do wypełnienia.
Minako delikatnie się uśmiechnęła na słowa Zakiry. Usagi wpatrywała się jak w obrazek w całą zaistniałą sytuację. Diamand wydawał się jej bardzo męski i pociągający podczas walki i nie ważne z kim się bił jego postawa i wyraz twarzy były oszołamiające. Wzdrygnęła się gdy uświadomiła sobie o czym myśli po czym przylgnęła do Mamoru który obiją ją swoim ramieniem i przytulił mocno do torsu.
-Usako nie martw się, Diamand zaraz to załatwi. –Szepnął jej cicho do ucha

-My wszyscy ponosimy to ryzyko. – Wskazał ręką generałów i wojowniczki.
-Nie jestem tak silny jak Ty i oni. Myślałem że jest inaczej jednak się myliłem. Daję z siebie wszystko by pomóc ludziom żyjącym tutaj.
-Pracując w takim miejscu? Piekąc chleb? –Powiedział z ironią.- To nic w porównaniu z tym jakbyś mógł pomóc zabijając ludzi Jiro. Przywrócił byś harmonie i odzyskalibyśmy Nemezis. Wrócił byś do domu. To nie takie trudne.
-Nie? To co tu robisz? Co oni tu robią? Czemu przyprowadziłeś generałów, księcia, wojowniczki i księżniczkę? Czemu innym się nie udało? Robię to co jest w mojej mocy.
Diamand ciężko westchną popatrzył się z litością i zrozumieniem na Satoshi, po czym podszedł do niego i go objął.
-Wybacz. Cieszę się że Cię widzę.

Satoshi zaprowadził wszystkich do dolnych części podziemia, tam się ukrywali Ci co pochodzili z Nemezis a którzy uciekli przed śmiercią.
-Te przejścia są pod całym miastem, odkryliśmy je budując piekarnię.
-Da się nimi dotrzeć do zamku?
-Tak, jednak my byliśmy za słabi żeby zaatakować zamek. Zabili by nas wszystkich.
***
Zebrali się w jednym pomieszczeniu które swoimi ciemnymi ścianami i niewielką ilością świec które oświetlało wnętrze powodowało, że po ich plecach przeszły ciarki.
-Tymi przejściami dostaniemy się do zamku gdzie będziemy się kierować do komnat Jiro, Jeśli uda się nam go zabić na samym początku wówczas nikt nie powinien się nam sprzeciwić i nikt więcej nie zginie. – Diamand był bardzo stanowczy a ton jego głosu nie przyjmował sprzeciwień. Po czym zwrócił się do dziewczyn. -Co do waszych pałeczek to na pewno osobiście je pilnuje, są dla niego zbyt cenne.
-Kiedy ruszamy?
Diamand popatrzył się na Mamoru przy którym siedziała Usagi, zmrużył oczy i szybko odwrócił twarz.
-Dzisiaj w nocy. –Odpowiedział bez emocji po czym wstał i skierował się do wyjścia.
-Przygotujcie się na wszystko. – Powiedział stojąc obok drzwi które chwile później zamknęły się za nim. Generałowie i wojowniczki zostali sami.

Info

Witam,
Przepraszam,że nie pojawiają się kolejne rozdziały ale niestety nie mam zbyt czasu i weny. Obecnie przez najbliższy miesiąc nie będę miała komputera co niestety będzie przyczyną dalszego braku rozdziałów. Do końca opowiadania zostało ok 2-3 wpisów i epilog. Bardzo bym chciała już to skończyć jednak niestety nie mam jak :( nad czym naprawdę boleję. Proszę wszystkich o cierpliwość opowiadanie na pewno zostanie dokończone.
Pozdrawiam.

Rozdział XXIV

-Jak to uciekły?
Zielonowłosy był wściekły, miał je wszystkie a teraz? Teraz cele znowu są puste.
-Kto ich wtedy pilnował?
- Hideki-san Panie.
Sługa ukłonił się swojemu władcy, był przerażony nie chciał płacić za cudze błędy.
-Wprowadzić!
Goro przyprowadził strażnika, po wyrazie twarzy można było odczytać że Hideki boi się wejść a jego ciało wręcz drżało z przerażenia.
-Witamy, witamy w naszych skromnych progach.
Gestem ręki wskazał pomieszczenie po czym zatrzymał rękę na krześle jakie się znajdowało naprzeciw niego.
-Siadaj Hideki-san, jesteś pewnie zmęczony pracą.
Powiedział z lekką ironią. Przestraszony usiadł na wskazanym krześle, nie patrzył się na swego Pana, wolał uniknąć jego spojrzenia.
-Powiedz mi Hideki-san jak to możliwe, że uciekło Ci pięć dziewczyn które były zamknięte w celach a do tego przykute łańcuchami do ścian? –po krótkiej pauzie dodał- A jeszcze te grube drzwi jakie dzieliły korytarz z celami od pomieszczenia straży, żeby je przejść trzeba mieć klucze inaczej ich się nie da ominąć.
-Panie wybacz. One wzięły mnie podstępem.
Sługa poderwał się na równe nogi po czym ukłonił się i stał w takiej pozycji. Jiro zaczął się głośno śmiać.
-Wybaczyć? –zamilkł na chwilkę po czym zmienił wyraz twarzy a oczy przybrały diabelski wyraz – Ja błędów nie wybaczam! – powiedział głosem pełnym nienawiści, skierował wzrok na przerażonego Hideki który zaczynał się powoli wycofywać jednak nie zdążył Jiro utworzył czerwono-szarą kulę energii po czym cisnął nią w kierunku mężczyzny który pod jej wpływem momentalnie spłonął i po chwili na jego miejscu pozostała niewielka ilość popiołu.
Zebrani w sali przyglądali się kolejnym poczynaniom oby mężczyzn. Dla nikogo nie było niespodzianką jak Jiro potraktował strażnika. Przy takich jeńcach nie popełnia się błędów.
-Skoro tą sprawę mamy za sobą – popatrzył na niewielka kupkę popiołu – to ruszamy na poszukiwania dziewczyn, daleko nie odeszły. Nie mogą się zmienić więc są osłabione.
-Tak Panie.
Wszyscy znikli w mgnienia oku i skierowali się za bramy zamku na poszukiwania.

***

Odeszły już dobry kawałek od muru, łąki najpierw zaczęły porastać krzakami a im dalej szły tym bardziej wchodziły w głąb lasu.
-Daleko jeszcze będziemy tak szli?
-Mina-chan musimy odejść jak najdalej pewnie już się zorientowali że nas nie ma i nas szukają.
-Mhmm- westchnęła głęboko i się przeciągnęła- plecy mnie bolą i głowa od tego … – zrobiła krótka pauzę – …specyficznego zapachu jaki czuć od nas.
Usagi popatrzyła się na przyjaciółkę i cichutko chichotała, wyglądała dość śmiesznie a obecny wyraz twarzy zmarszczony nos mocno ją bawiły.
-Może masz rację musimy się opłukać z tego „specyficznego zapachu” -  stwierdziła Rei wąchając się po rękach i dotykając zlepionych włosów.
Szły wzdłuż rzeki, a że odeszły dobrych kilkanaście kilometrów woda była krystaliczna. Szybko się pozbyły fetoru z ciała oraz ubrań które jeszcze mokre włożyli na siebie i ruszyli dalej tym razem bardziej w głąb lasu. Znalazły miejsce bardzo zakrzaczone więc postanowiły wejść tam i zrobić mały szałas by się przespać w nocy.
-No to teraz możemy odpocząć – Mako rzuciła się na posłanie z liści i ułożyła się wygodnie na plecach.
Reszta dziewczyn wzięła przykład z przyjaciółki i się położyły obok przyjaciółki.
-Co teraz zrobimy? – Minako miała smutny głos a oczy wpatrzone w liście i gałęzie znajdujące się nad nią.
-Nie wiem powinniśmy wrócić i odzyskać swoją własność i pokonać wroga. – Usagi również była przygnębiona, nie wiedziała co robić.
-Nie będzie to łatwe, nie możemy się zmienić nie mamy swoich mocy, mają dużą przewagę nad nami.
-Mako ma rację to będzie ciężkie.
-Więc co proponujesz Rei-chan?
-Nie wiem Usagi-chan, naprawdę nie wiem. – Rei głęboko westchnęła, czuła się bezradna. Były tak bardzo uzależnione od swoich pałeczek bez nich nie mogły nic zrobić nie mogły walczyć w takich formach nie z tak silnym przeciwnikiem.
-A Mamo-chan i generałowie? Widzieli że nas porwali, powinni już wyruszyć nam na ratunek, dzięki ich pomocy mogłybyśmy odzyskać pałeczki. – Powiedziała bez żadnego entuzjazmu, w kącikach oczu można było zauważyć krople łez które zaczynały powoli spływać po jej policzkach.
-Ona ma rację! Aino szybko usiadła i popatrzyła się na resztę – Przecież to logiczne że oni gdzieś tutaj są! Ami masz swój cudowny komputer, możesz namierzyć energię Mamoru-san?
-Mogę spróbować ale raczej bym nie miała zbytniej nadziei, no bo skąd oni mogliby wiedzieć gdzie my jesteśmy?
-A Ty wiesz gdzie jesteś? Bo ja np. nie mam pojęcia gdzie się znajdujemy.
-Minako-chan uspokój się robisz niepotrzebne zamieszanie. – Rei pouczyła przyjaciółkę. Aino na chwile zamilkła chciała coś powiedzieć ale Tsukino ją wyprzedziła.
-Diamand nam dużo powiedział, miałyśmy zejść do podziemia byłyśmy u Pluto miała nam w tym pomóc sądzę że przyszła w umówionym terminie czyli kilka dni temu jak siedziałyśmy w celach uwięzione oni na pewno zeszli do podziemi. Teraz jest tylko pytanie gdzie my jesteśmy?- wyjrzała z szałasu i uważnie się popatrzyła na otaczającą ich roślinność, zamknęła oczy i wzięła głęboki oddech. – Nie jesteśmy na ziemi.
Dziewczyny popatrzyły się na nią zdziwione jakby chciały jej zaprzeczyć ale coś je powstrzymało, tylko na Ami która coś stukała w swoim komputerze nie zrobiło to wrażenia.
-Ona ma rację, my jesteśmy w podziemiu,.
-Co? Jak to możliwe? A te rośliny, woda nawet ptaki słyszałam i żaby skakały nam pod nogami?
-To kopia innego świata, ale nie ziemi.
-Więc jakiego? – Minako się dopytywała
-Nie wiem. – Po tych słowach Mizuno zamilkła i dalej coś szybko wstukiwała w swój komputer.
-Usagi-chan skąd Ty wiedziałaś że nie jesteśmy na ziemi?
-Jakby Ci to powiedzieć Mako-chan…- zrobiła dłuższą przerwę -…od pewnego czasu czuję małe połączenie z ziemią i jak się dobrze w nią wsłucham potrafię nawet odnaleźć na niej Mamoru. – dziewczyna się lekko zarumieniła.
-A teraz nie czujesz może w pobliżu Mamoru?
-Nie Mina-chan, ja mogę go wyczuć tylko na ziemi, ona jest tak jakby naszym łączem.
-Rozumiem.
-Mam. Oni tu są!
Wszystkie oczy skierowały się na niebieskowłosą która aż podskoczyła z wrażenia jak zobaczyła odczyt na swoim komputerze.

***

-Mamoru-san jak sądzisz nic im nie jest?
-Nie martw się Keizo-san one są silne poradzą sobie ze wszystkim.
-Wiem, ale i tak się martwię. Minako ostatnio dużo przeżyła, może byłoby lepiej jakbyśmy się nie przebudzili i się nie odnaleźli wtedy by tak nie cierpiała.
-Nie gadaj głupstw ona Cię kocha i bez Ciebie wcale nie było jej tak dobrze, nie mogła sobie znaleźć celu ani miejsca zresztą jak każda z dziewczyn. Dopóki się nie zjawiliście one nie były w pełni szczęśliwe.
-Tak sądzisz?
-Ja to wiem Keizo-san.
Zapadła dłuższa cisza którą przerwał jasnowłosy.
-Jestem ciekawy jak to się stało, że nie pamiętaliśmy siebie, przecież w tym wcieleniu już się spotkaliśmy.
-Dziewczyny wiedziały, że walczyły z Beryl i z jej generałami ale srebrny i złoty kryształ wymazał nam obrazy twarzy
-Ale po co?
-Żebyście po ponownym spotkaniu mogli przebudzić swoje dobro a dziewczyny mogły was pokochać za to kim naprawdę jesteście a nie za wyobrażenie jakie pozostawiliście po sobie jako wysłannicy Królowej.
-Ale to nie ma sensu i tak sobie przypomnieliśmy wszystko.
-Możliwe, że jakbyście wszyscy od początku wiedzieli kim jesteście wasze uczucia mogły by być inne. Dziewczyny mogły by się obawiać, że nadal stoicie po stronie zła jednak zanim się przebudziliście i zanim one odzyskały wspomnienia pokochaliście się na nowo a obawy zniknęły.
Keizo przytakną, po czym wstał z trawy i popatrzył się w ciemność jaka się znajdowała wokół nich.
-Mam nadzieję, że nic Ci nie jest kochanie.
Odwrócił się i skierował się w kierunku szałasu.
-Mamoru-san idziesz spać?
-Nie, jeszcze nie.
-Nie siedź za długo.
-Ok.
Mamoru siedział samotnie, próbował wyczuć swoją ukochaną, ziemia zawsze mu mówiła gdzie się znajduje ale teraz czuł pustkę, nie miał żadnego powiązania z tą ziemią, roślinami czy zwierzętami. Wokół niego unosiła się tylko pustka która była nieznośna.
-Usako moja kochana Usako. – Złapał za wisiorek który miał na szyi i mocno ścisną. Przypomniał sobie w jakich okolicznościach dostał go od swojej ukochanej – zaliczył wtedy ostatni i najtrudniejszy egzamin w sesji ten wisiorek miał być nagrodą za dobre oceny w indeksie – mimo woli uśmiechną się na to wspomnienie, przypomniał sobie smak jej ust, jego serce zalała fala gorąca a zarazem wściekłości, że pozwolił ją porwać. Poczuł bezradność która go sparaliżowała bał się że nie zdąży, że się coś wydarzy, że on ją skrzywdzi. Obecność Diamanda nie była dla niego komfortowa obawiał się uczucia białowłosego do jego ukochanej i że może to sprawić problemy. Przeczesał włosy dłonią, położył się na trawie zamkną oczy, chciał zasnąć i obudzić się jak najszybciej by ruszyć w dalszą drogę.
Obudził go cichy szelest otworzył oczy ale się nie poruszał złapał rękojeść miecza, był gotowy do ataku powoli wstał i wycofał się kilka kroków do tyłu wtedy usłyszał szepty między intruzami co go bardzo zdziwiło bo mimo wszystko był pewny że to jakieś zwierzę przebiegło. Wsłuchał się uważnie w rozmowę.
-To tutaj?
-Nie wiem, nie zadawaj tego pytania co klika minut bo to nic nie zmieni. – można było usłyszeć irytację w głosie kobiety.
-„Kobieta?” – pomyślał mężczyzna i dalej uważnie wsłuchiwał się w rozmowę intruzów.
-Według współrzędnych to powinno być gdzieś tutaj, jest zbyt ciemno żeby zobaczyć cokolwiek.
-Mówiłam żeby się przespać w tej prowizorce i nie łazić po ciemku przecież nie wiemy co może nas tu spotkać.
-Rei-chan nie marudź a jak by wyruszyli wcześniej od nas? Teraz pewnie śpią wystarczy ich znaleźć.
-Jestem ciekawa w jaki sposób zamierzasz to zrobić Usagi-chan skoro tu nie widać czubka swojego nosa.
Dziewczyna podrapała się po głowie jednak nie było to widoczne dla innych. Rei miała rację było tam strasznie ciemno i nic nie było już widać.
-Nie moja wina że tutaj robi się tak mocno ciemno i nic nie widać.
-To podziemia więc księżyc i gwiazdy nie oświetlą Ci drogi. – Rei była wściekła. Wyszli z bezpiecznego szałasu gdy zapadał dziwny zmrok i szli zgodnie ze wskazówkami z komputera jednak nic im to nie pomogło.
-Dziewczyny uspokójcie się! –Mako cicho krzyknęła bała się mówić normalnie więc to zabrzmiało raczej jak szept a nie krzyk.
Mężczyzna stał i słuchał z radością wymianę zdań między przyjaciółkami jak on bardzo pragną znowu usłyszeć te kłótnie. Był to balsam na jego serce. Po krótkim namyślę podszedł bliżej nich jednak go nie zauważyły więc wyciągnął latarkę i ją włączył. Powitał ich gromkim śmiechem. Dziewczyny stały jak wryte i przyglądały się kto stoi naprzeciwko nich. Gdy się dobrze przyjrzały oświetlonej twarzy pisnęły z radości a mężczyzna popatrzył w oczy swojej ukochanej która płakała już rzewnymi łzami. Podszedł do niej i ją mocno przytulił.
-Kochanie moje najdroższe. Moja Usako.
Nie mogła nic powiedzieć krzyknęła tylko:
–Mamo-chan – i rzuciła mu się w ramiona.
Dziwne krzyki obudziły towarzyszy Mamoru, złapali za swoje miecze i ruszyli w kierunku głosów. Po znalezieniu Księcia byli zszokowani tym co zobaczyli. Mamoru tulił swoją ukochaną, gładził ją po złotych włosach i próbował uspokoić. Szybko zaczęli się rozglądać wokół gdy zauważyli wojowniczki spadł im wielki kamień z serc. Szybko znaleźli się przy swoich ukochanych i podobnie jak Mamoru tulili je w ramionach. Wszystkiemu przyglądał Diamand który nie mógł wyjść z podziwu, że one same uciekły z niewoli Jiro. Na jego ustach pojawił się zwycięski uśmiech który szybko znikł gdy zobaczył jak Usagi namiętnie całuje Mamoru i przyciska jego ciało do swojego. Obrócił się na pięcie i poszedł spowrotem spać.

***

20 godzin później.

-To tutaj. Widzicie tam między tymi skałami jest jaskinia, powinniśmy się tędy dostać do zamku.
-Ami-chan jesteś pewna że te małe urządzenie nas nie oszukuje?
Na ustach Mizuno pojawił się łagodny uśmiech.
-Oczywiście że się nie myli, przecież was znalazłam.
-Nie martw się kochany nasza Ami to geniusz. –Rei uspokoiła Jayato.
-No jak tak mówisz to muszę się słuchać.
-Pantoflarz! – Noritoshi zaśmiał się z przyjaciela ale dostał kuksańca od swojej pani.
-Odezwał się ten kto nie jest pantoflarzem… -chciał coś jeszcze dodać ale przerwał mu Diamand.
-Panie, Panowie sądzę że możemy skończyć te przekomarzania i ruszać na przód. –Jego głos był bardzo poważny a twarz była bardzo skupiona, wyglądał jakby myślał o czymś ważnym.
Usagi szła kurczowo trzymając swojego narzeczonego za rękę, nie uszło to uwadze Diamanda. Próbował się nie przyglądać parze jednak jego wzrok mimowolnie wędrował w kierunku złotowłosej, a że nie odstępowała Mamoru na krok to za każdym razem miał przed oczami ich razem.
-„Taka zmysłowa, jej usta aż proszą by je całować bez końca, oczy w których można utonąć, głos jest jak piękna melodia. Te kształty jej ciało jest takie kuszące” – wzrokiem dotykał każdy centymetr jej ciała, ścisną dłoń niestety była pusta, nie mógł jej dotknąć. Mocno wstrząsnął głową jakby chciał odgonić myśli jednak było to nie możliwe, nie wtedy gdy ona stała tak blisko a jednak była nie osiągalna. Zatrzymał się, poczekał aż się oddalą i dał upust swoim emocjom. Zamknął oczy i uderzał z całych sił w skały
-„Niech to szlak trafi!! Po kiego tu jestem?! Żeby się patrzeć jak ona jest z tym idiotą?!
Jego pięść ciągle była w kontakcie ze skałami na kostkach można było już zauważyć zdartą skórę i płynącą krew, jednak to go nie zrażało, potrzebował się wyżyć a skała była w tym momencie najodpowiedniejsza.
Zakira widział zachowanie mężczyzny, zauważył jak się wpatruje w Usagi, nie zareagował wiedział że to i tak nic nie da. Przyglądał się teraz jak obija sobie pięść. Ten widok przyprawił go o ciarki, nie widział jeszcze białowłosego w takim stanie.
-Może już wystarczy?
Diamand zaskoczony szybko obejrzał się za siebie.
-To tylko ty Zakira-san.
-Tylko ja, a myślałeś że kto?
-Nikt. Nie ważne. –odpowiedział obojętnie. -Nie po prostu byłem zdziwiony że ktoś się wrócił po mnie.
-Właśnie, opóźniasz nas , może zechcesz już wrócić do nas i kontynuować trasę? Czy masz coś jeszcze do załatwienia z tą skałą?
-Nie już skończyłem możemy iść dalej.
Ruszyli w kierunku towarzyszy, Zakira widział jak mężczyzna się męczy widząc Usagi i Mamoru razem.
-Diamandzie powtórzę to jeszcze raz Usagi już kocha Mamoru, im szybciej to zrozumiesz tym lepiej dla naszej sprawy. Myślałem, że już to zrozumiałeś i nie będzie problemu, jednak twoje zachowanie świadczy o czymś całkiem odwrotnym. Uważam Cie za rozsądnego, mam nadzieję, że nie będziemy mieli kłopotów przez Twoje uczucia. Nie możemy walczyć między sobą bo przegramy.
-Nie martw się ja wiem co trzeba robić.
-Trzymam Cię za słowo. Pamiętaj my jesteśmy jego obrońcami, jak by coś groziło Endymionowi oddamy życie za niego.
-To groźby?
-Nie, oczywiście, że nie, to tylko stwierdzenie faktów.
Poklepał Diamanda po plecach i dodał:
-Jesteś z nami, walczymy razem, mam nadzieję że zostaniemy przyjaciółmi.
Uśmiechnął się przyjacielsko. W tym też czasie dogonili resztę towarzystwa.
-Widzisz nie zauważyli że nas nie ma.
-To dobrze.
Szli razem w milczeniu z tyłu grupki. Diamand skupił się na dopracowaniu planu walki z wrogiem co pomogło skutecznie zagłuszyć złość w sobie.
-Jesteśmy, dotarliśmy do wyjścia. Wejdziemy zaraz do zamku w którym byłyśmy przetrzymywane.
-Dobra robota Mizuno-san,
-Dziękuję Diamandzie.
-Najpierw ruszamy odnaleźć wasze pałeczki transformacji jednak po drodze możemy natrafić na Jiro i jego ludzi wtedy nie będzie odwrotu i będziemy musieli walczyć bez waszej pomocy.
-To mądre dziewczyny odzyskają swoją własność.
Chiba uśmiechną się do wojowniczek porozumiewawczo, po czym ruszyli kanałami w kierunku zamku.

Rozdział XXIII

Wiem, że rozdział nie zbyt długi za co bardzo przepraszam ale nie miałam czasu napisać dłuższego.

Jiro skierował się do kolejnego pomieszczenia w którym panował pół mrok a w nim znajdowali się jego towarzysze i rozmawiali on czymś bardzo intensywnie. Popatrzył się na nich świdrującym spojrzeniem.
-Jesteście nie spokojni. – powiedział z nonszalancją. –Czemu mnie to nie dziwi.
Podszedł do swojego biurka i usiadł na krześle.
-Dopiero teraz ich wyczuliśmy,
-Wiem, że się pojawili. Wyczułem ich jako pierwszy jednak teraz nie mogę odnaleźć ich aury. Wcześniej znajdowali się na zachodzie, sądzę że teraz kierują się w naszą stronę.
-Więc na co czekamy?
-Chcecie rozlewu krwi ale oni nadal są silni, nie mogę ryzykować że nasza rodzina znowu się pomniejszy.
-Mógłbyś pokonać Endymiona w pojedynkę. Wybacz Panie ale Twoje wahanie jest bardzo podejrzane.
-Przecież wiecie że prócz niego są tu jeszcze inni, jednak nie licząc Diamanda to są raczej w złym stanie. Możliwe, że nie odzyskają swoich sił. Wszyscy muszą zginąć. Poczekamy aż będą czuli się tutaj w miarę bezpiecznie, wtedy powinni się ujawnić. A wtedy…
Pojawił się szyderczy uśmiech na jego ustach.
-Myliliśmy się co do Ciebie.
-Owszem.

***

Sześciu mężczyzn maszerowało przed siebie już kilka dni od czasu do czasu napotykając się na mieszkańców podziemia lub w tawernach w których się zatrzymywali aby coś zjeść. Wodę czerpali z napotykanych strumyków.
-Myślałem, że to będzie inaczej wyglądać.
Zakira rozejrzał się wkoło siebie widział drzewa i krzewy rosnące wokół nich, było słychać szum wody co świadczyło, że nieopodal płynęła rzeka, w powietrzu unosiły się różnego rodzaju ptaki, przed nimi znajdowała się droga i od czasu do czasu pojawiały się skrzyżowania.
-A jak to sobie wyobrażałeś?
-No wiesz Noritoshi-san myślałem że wylądujemy w jakichś ciemnych jaskiniach, bez żadnego światła, wody, jedzenia. A tutaj istnieje normalna roślinność, rzeki, światło dzienne chociaż nie mam pojęcia skąd bo słońca nie widać ani nic podobnego do niego, tawerny w których można się posilić, budowle, i domy mieszkalne w których mieszkają tutejsi mieszkańcy.
-To jest świat stworzony na podobieństwo Nemezis.
-Skąd to wiesz Diamandzie?
-Od tych którzy przeżyli i byli po mojej stronie ale przeniknęli do tego świata by dostarczać mi informacji. Jednakże już wszyscy zginęli.
Zapadła chwila milczenia którą przerwał Keizo.
-Długo jeszcze zajmie nam dotarcie do celu?
-Nie, właśnie widać kolejną osadę z w centrum której jest to czego szukamy.
Powiedział bez żadnych emocji.
-Mamoru-san skąd to wiesz?
W oczach i głosie Keizo pojawiło się zaskoczenie.
-To prawda, to tutaj.
Diamand się zatrzymał i przysiadł pod drzewem.
-Musimy odpocząć i opracować plan, jutro rano ruszymy dotrzemy wieczorem i będziemy mogli działać.
Mężczyźni pokiwali potwierdzająco głową po czym każdy postanowił zająć się zdobyciem kolacji lub drzewa na ognisko.

***

-Dziewczęta musimy coś zrobić by się wydostać stąd.
-Mako-chan ale co?
Minako była załamana całą sytuacją, chciała wrócić do normalności po tym co sobie przypomniała, chciała po prostu żyć. A teraz znajdowała się w sytuacji bez wyjścia i na dodatek miała dużo czasu na myślenie co wcale nie było dla niej dobre.
-Mam pomysł.
-Jaki?
-Zobaczysz.

- Hideki-chan! Hideki-chan!
Mężczyzna zdziwi wił się słysząc swoje imię wypowiedziane w taki czuły i zdrobniały sposób. Długo nie myśląc otworzył drzwi i wszedł do korytarza w którym znajdowały się cele dziewczyn.
-Która mnie wołała?
-To ja Hideki-chan.
Mako powiedział bardzo słodkim i czułym głosem. Mężczyzna się uśmiechną i zbliżył do jej celi.
-W czym mogę Ci służyć?
Delikatnie uniósł jedną brew i oparł się o kraty.
-Strasznie przeszkadzają mi te łańcuchy, mógłbyś chociaż na chwile mnie rozkuć?
Zatrzepotała zalotnie rzęsami a jej zielone oczy były bardzo uwodzicielskie.
-No nie wiem, jakby się o tym dowiedział mój pan.
-Ja mu nie powiem.
Usmiechnęła się uwodzicielsko do mężczyzny.
-„Boże jaki on paskudny! A te czarne zęby! Na dodatek śmierdzi i jest taki niski. Robię to dla wyższego dobra”
Westchnęła a z jej twarzy nie schodził uwodzicielski uśmiech i zalotne spojrzenie. Mężczyzna podrapał się po głowie po czym wyciągnął klucze i otworzył cele, gdy wszedł do środka zamknął ją od środka po czym podszedł do Makoto.
-Och jesteś taki kochany Hideki-chan.
Wyciągnęła ręce do mężczyzny. Hideki wziął klucz i uwolnił ją z łańcuchów. Mako pomasował swoje wolne nadgarstki. Popatrzyła się czule na wybawcę i poklepała miejsce na łóżku dając mu do zrozumienia by usiadł, z wielką chęcią przysiadł się do dziewczyny która położyła swoją dłoń na jego kolanie i lekko ją zacisnęła. Mężczyzna był lekko zdezorientowany jednak zachowanie kobiety bardzo go ośmieliło, zbliżył się do niej.
-Jesteś bardzo piękną kobieta.
Przejechał wzrokiem po jej ciele i się szeroko uśmiechnął odsłaniając czarne zęby. Mako zacisnęła mocno zęby i uprzejmie się uśmiechnęła do niego.
-Wiem, Ty tez jesteś przystojny Hideki-chan.
-Naprawdę?
-Oczywiście, masz takie oryginalne rysy twarzy, piękne długie włosy.
„Jesteś paskudny jak Kwasimodo chociaż nie on był przystojniejszy, a włosy masz gorsze od wyliniałego kota” Dam radę, dam radę!
-Jesteś cudowna.
Zbliżał swoje usta do jej, poczuła bardzo nie przyjemny zapach od niego między innymi z jego ust. Prawie wzięło ją na wymioty ale się przezwyciężyła pozwoliła na maksymalnie możliwą bliskość po czym złapała za kajdany i uderzyła mocno go w tył głowy mężczyzna opadł na jej kolana, odepchnęła go mocno przez co upadł na podłogę. Wstała położyła go na łóżko zakuła w kajdany w taki sposób by nie mógł się poruszyć ani na milimetr po czym wsadziła mu knebel do ust. Otworzyła cele wyszła z niej po czym zamknęła spowrotem.
Reszta dziewczyn przysłuchiwał się wszystkiemu co się działo w celi Makoto, wszystkie były bardzo zaskoczone tym co zrobiła ale i ulżyło im że nareszcie mogą wyjść z celi.
Uwolniła wszystkie przyjaciółki, zachowywały się cicho, prawie jak mysz pod miotłą.
-I co teraz?
Szepnęła Minako.
-Dziewczyny musimy odzyskać nasze pałeczki do transformacji a potem zaatakować Jiro.
-Usagi?
Wszystkie popatrzyły się na swoją księżniczkę.
-Musimy być bardzo ostrożne, najlepiej by było się przebrać w łachmany które by się tak nie rzucały w oczy.
-Ale skąd je wziąć?
-Trzeba ich poszukać. Na razie niema tu nikogo, o tej porze tylko Hideki nas pilnował ale niedługo pojawi się jego zmiennik.
-Usagi-chan skąd Ty to wiesz?
Rei była zszokowana zachowaniem i wiedzą przyjaciółki.
-Obserwowałam i zapamiętywałam różne szczegóły. Ami czy oni zabrali Ci Twój komputer?
-Całkiem o nim zapomniałam.
Zaczęła przeszukiwać swoje kieszenie i w jednej napotkała mały przedmiot.
-Jest!
Z zadowoleniem oświadczyła.
-Świetnie, możesz jakoś określić gdzie się znajdują nasze pałeczki?
-Pewnie ale to trochę potrwa
-To nic, ważne że się uda.
Dziewczyny wyszły z celi Minako i skierowały się w kierunku wyjścia. Po otworzeniu kolejnych drzwi zobaczyły kanciapę w której przebywali strażnicy. Uważnie się rozejrzeli wkoło zobaczyli kolejne drzwi, Mako szybko podeszła i szukała odpowiedniego klucza aby otworzyć zamek.
-Patrzcie co mam.
Dziewczyny odwróciły się w kierunku Rei.
-Mam dwa płaszcze.
Powiedziała zadowolona z siebie.
-Dobrze, może dalej jeszcze coś się znajdzie.
W tym Momocie usłyszały jak Mako otworzyła drzwi i poszły w jej kierunku, najpierw się rozejrzały i zobaczyły czy nikt nie idzie. Szły ciemnymi korytarzami drogę sobie oświetlały małą pochodnią aby nie zwracać na siebie uwagi. Na swojej drodze nie napotkały więcej zamkniętych drzwi na klucz. Przez dłuższy czas błądziły i nie mogły znaleźć wyjścia, Ami musiała zacząć szukać wyjścia z budynku za pomocą swojego komputera co po dłuższej chwili przyniosło wielką ulgę ponieważ wiedziały już jak mają się kierować.
-Ami na pewno mamy tędy iść?
-Tak, no chyba, że chcesz się napatoczyć na straż i powrotem trafić do lochu.
Minako popatrzyła się na zsyp śmieci do którego miała wejść, na jej twarzy pojawił się grymas po czym zatkała nos i ruszyła za Rei. Reszta dziewczyn szybko wskoczyła do zsypu. Wylądowały w stercie specyficznie pachnących śmieci wśród których znajdowały się różnego rodzaju obierki, kości po drobiu czy resztki jedzenia.
-Aaaaaa!!!! Ratunku zabierzcie to ode mnie!!!!!!
Aino zaczęła krzyczeć i wyskoczyła jak ze procy ze sterty śmieci. Otrzepywała się i skakała jak pajacyk a po jej ciele przeszedł niemiły dreszcz.
-Czego się głupia drzesz?!
Rei nie była zbytnio zadowolona z jej zachowania.
-Mysz tam była mysz!!!
-I co z tego?
-Ona chodziła po mojej nodze!!
Po raz kolejny jej ciało zadrgało na to wspomnienie. Czarnowłosa złapał się za głowę i nie zwracała już na nią uwagi.
-Ami-chan teraz gdzie?
-Musimy uciec z tego miasta czy co tam to jest.
-A pałeczki i walka?
-Usagi-chan potrzebuję czasu, komputer nie może ich odnaleźć.
Mruknęła coś pod nosem po czym zwróciła się do Rei.
-A Ty nic nie wyczuwasz?
-Nie.
-W takim razie kierujmy się za mury.
-Niestety musimy iść ściekami.
-Ty chyba sobie żartujesz? Tam są szczury!!
-Nie martw się Mina-chan ja Cię ochronie.
-Mako-chan jesteś kochana
Blondynka zrobiła słodkie oczka do przyjaciółki.

Szły ściekami aż do ich końca. Zatkały sobie nosy aby czuć jak najmniej jednak i to nie bardzo im pomagało. Były prawie całe mokre od szlamu w jakim się poruszały Aino zbierało się na wymioty i mało a reszcie się zakręciło w głowach od zapachów jakie wdychały.
-Długo jeszcze?
Mako powiedziała zatykając palcami nos przez co miała śmieszny głos.
-Jeszcze ze 100m i koniec.
Wszystkie odetchnęły z ulgą że będą mogli odetchnąć świeżym powietrzem.
-I co teraz?
Z lekkim zrezygnowaniem powiedział Tsukino.
-Trzeba skakać, nie ma innego wyjścia.
-Skakać? Ale tu jest z 70 m wysokości.
Minako miała strach w oczach.
-A masz inny pomysł?
Hino popatrzyła się z zaciekawieniem za przyjaciółkę i czekała na jej genialny pomysł. Blondynka spuściła głowę i wzruszyła ramionami.
-Tak myślałam.
Wychyliła się delikatnie i popatrzyła w dół
-To ja pierwsza
-Rei-chan jesteś pewna?
-Nie martw się Usagi będzie dobrze. Nie skaczcie dopóki nie wypłynę na powierzchnię.
-Dobrze.
Czarnowłosa ustawiła się na krawędzi popatrzyła w dół przełknęła głośno ślinę po czym odbiła się wysoko i skoczyła. Jeszcze się nie obejrzała a już pływała w „wodzie” była śmierdząca i trochę gęsta od spadających ścieków a jej włosy i całe ubranie nie były lepsze. Gdy zobaczyła całą i zdrową Rei machająca do nich odetchnęli z ulgą.
-Teraz ja.
Usagi podeszła do krawędzi i nie zastanawiając się skoczyła.
-Minako teraz Ty.
-Ja? Mako-chan ratuj.
Popatrzyła się błagalnie na przyjaciółkę.
-Ami ma rację skacz.
-Dobrze.
Powiedział cichutko po czym podeszła do krawędzi i zrobiła wielkie oczy jak spojrzała w dół gzie znajdowały się jej dwie przyjaciółki machające do niej.
-Wielki Buddo pomóż.
Po tych słowach skoczyła a znajdując się w powietrzu zamknęła oczy które po chwili otworzyła zobaczyła jak zbliża się do tafli lody i z wielkim hukiem ją przeszywa i znajduję się pod wodą. Po wypłynięciu nie wiedziała co się dzieje i gdzie jest była dumna że przeżyła. Podpłynęła do pozostałych i czekała aż Ami i Mako znajdą się na dole.
-Ami skacz ja pójdę na końcu.
Kiwnęła potwierdzająco podeszła do krawędzi, wcześniej mocno owinęła kawałkiem materiału i wsadziła w kawałek znalezionej foli swój cenny komputer, miała nadzieje że się nie popsuje. Ami szybko znalazła się na dole a po niej Makoto.
-Brzeg, nareszcie.
Pisnęła z radością Usagi.
-Wiecie co dziewczyny?
Cztery pary oczu popatrzyły się na Makoto.
-Śmierdzimy jak szambo potrzebujemy czystej wody.
Zaczęły się śmiać ile sił ze swojego wyglądu i zapachu.

Rozdział XXII

Przepraszam za taką długa przerwę. Oto kolejny rozdział :)

W powietrzu unosił się piasek i kurz po stoczonej walce, zdyszani mężczyźni dobiegli nareszcie do celu ale niestety było za późno.
-Minako! …. dopiero Cię odzyskałem a znowu straciłem.
Szepną sam do siebie, opuścił głowę a po jego policzku można było dostrzec samotnie spływającą łzę.
-Keizo-san nie martw się, będzie dobrze.
- Noritoshi-san.
Popatrzył na przyjaciela który był zdenerwowany równie mocno jak on.
-Dziękuję.

Mamoru rozglądał się chciał znaleźć jakiś znak, kierunek, wskazówkę, chciał znaleźć cokolwiek jednak nic tam nie było. Załamany zwrócił wzrok na swoich przyjaciół którzy również byli pochłonięci poszukiwaniem jakiegoś ukrytego przejścia. Kiedy zobaczył Diamanda jego wyraz twarzy momentalnie się zmienił. W tej chwili był ostatnią osobą jaką chciał widzieć.
-Dlaczego nie przybyliście wcześniej?
Jasnowłosy był zły na mężczyzn, nie potrafił powstrzymać swojego gniewu.
-A Ty? One wysłały wszystkim zawiadomienie o ataku!!
Mamoru popatrzył się na niego wściekłym wzrokiem.
-Nie wymiguj się takimi głupimi tłumaczeniami!
-To nie są żadne tłumaczenia!
Mężczyzna zacisną dłoń na rękojeści swojego miecza, a w oczach można było zobaczyć zbierające się pioruny.
-Niby tak ją kochasz a nie potrafisz jej ochronić!
Mężczyzna coraz mocniej zaciskał swoje pięści nie potrafił już powstrzymywać dłużej swoich emocji.
-Ty przecież też ją kochasz myślisz że nie wiem o tym?
-Kocham i ja ją ochronie!
-Jakoś nie widzę tego żebyś ją ochraniał!!
Oczy Mamoru były coraz bardziej wrogie w stosunku do Diamanda zacisną pięście jak tylko najmocniej mógł, podszedł do jasnowłosego uderzył go w twarz jak najmocniej potrafił, ten osunął się na ziemię, rzucił mu jeszcze wrogie spojrzenie po czym odwrócił się i poszedł przed siebie. Diamand patrzył się jak Mamoru odchodzi, delikatnie dotkną ust z których wydobywała się ciepła krew. Popatrzył się na odchodzących generałów. O dziwo jeden z nich podszedł do niego.
-Diamandzie wybacz.
Zakira podał rękę mężczyźnie aby pomóc mu wstać.
-Dziękuję.
-Mam nadziej że nasza współpraca dalej jest aktualna?
-Oczywiście, dla Królowej zrobię wszystko.
-Diamandzie wybacz ale ona już kocha Endymiona, im szybciej to zrozumiesz tym lepiej dla naszej sprawy.
Zostawił zszokowanego jasnowłosego.
-Zakira-san jesteś bardzo bezpośredni.
Po czym się odwrócił i znikną wśród tłumu.

***

W mieszkaniu Chiby panowała bardzo ciężka atmosfera. Mężczyźni próbowali złapać jakiś punkt zaczepienia jednak nie mogli sobie poradzić bez pomocy wojowniczek.
-Ich moce jednak są nie ocenione.
-Wiemy o tym Jayato-san. Luno, Artemisie możecie jakoś nam pomóc?
-Mamoru-san sądzę, że jedynie wojowniczka z Plutona mogła by nam pomóc.
-Możesz jakoś nas z nią skontaktować?
-Keizo-san to nie takie proste my nie mamy takich zdolności…
-To w takim razie co my możemy zrobić?
-Trzeba się skontaktować z Uranem lub Neptunem one na pewno są w stanie nawiązać kontakt z Plutonem.
-A skąd mamy wiedzieć jak ich szukać.
-Nie martw się Noritoshi-san ja wiem gdzie one mieszkają.
-Gdzie?
-W Kioto.
-To na co czekamy? Jedziemy.
Szybko się zebrali i już mieli wychodzić gdy do mieszkania weszła kobieta o długich zielonych włosach.
-To nie będzie potrzebne.
-Setsuna?! Ty tutaj?
-Luno witaj.
Popatrzyła się na zebranych i uprzejmie się uśmiechnęła.
-Satsuna-san? Proszę wejść dalej.
-A co z naszym wyjazdem?
- Noritoshi-san właśnie został odwołany.
-Dlaczego?
-Bo wojowniczka z Plutona właśnie siedzi w salonie.
-Co?! To jest wojowniczka z Plutona?!
Generałowie byli bardzo zaskoczeni, nigdy nie widzieli legendarnej wojowniczki z Plutona, za dawnych czasów nie mogli się zbliżyć do wrót czasoprzestrzeni, był to zakazane tylko królowie mogli udać się w to miejsce ale i dla nich to nie było łatwe.
Weszli spowroten do salonu. Setsuna siedziała na kanapie i czekała aż reszta się pojawi.
-Skąd wiedziałaś że się do Ciebie wybieramy?
-Usłyszałam waszą rozmowę przez drzwi. Wybaczcie. Księżniczka u mnie była. Szukałam jej ale niestety nie mogę jej znaleźć, nie ma jej w domu więc przyszłam do Ciebie Mamoru-san.
-Setsuna-san…
-Hmmm??
-One zostały porwane… wszystkie.
Mamoru po wypowiedzeniu tych słów opuścił głowę.
-Co zamierzacie??
-Musimy się dostać do podziemia, one zostały porwane przez nich!
-Kunzite prawda?
-Tak.
-Musicie wszystko sobie zaplanować i zdecydować się kto idzie.
-Idziemy wszyscy!
-Ależ Mamoru-san czy to nie jest zbyt pochopne?
-Nie, musimy iść wszyscy!
Generałowie zgodnie odpowiedzieli.
-Jesteście tego pewni?
-Tak.
-Rozumiem.
Nastała chwila milczenia którą przerwał Zakira.
-A Diamand?
-On nie ma nic do tego. Poradzimy sobie bez niego.
-Mamoru-san przemyśl to. Żeby nie on to nawet nie wiedzielibyśmy że coś nam zagraża.
-Zakira-san dobrze wiesz że jego nie trawie. On zagraża mojej Usako!
-Zazdrość Cię zaślepia.
Mamoru popatrzył się znacząco na Keizo.
-To Twój punkt widzenia, mój jest zupełnie inny.
-Skoro tak to zgodzisz się żeby poszedł z nami.
-Chyba sobie jaja robisz!?
-Nie, jestem całkiem poważny.
-Nie ma takiej możliwości!
-Owszem jest i on z nami idzie! Nie zapomnij że jest nam potrzebny! A swoją zazdrość musisz schować do kieszeni, tylko nam przeszkadza. W ten sposób nie uratujemy dziewczyn!!
-Keizo-san! Nie zapominaj się!
-To Ty się nie zapominaj! Zachowujesz się jak rozpieszczone dziecko któremu się chce zabrać zabawkę! Przypomnij sobie kim jesteś i jakie masz obowiązki! Nie będę tolerował takiego zachowania i nie obchodzi mnie kim jesteś, zawsze mogę Cię przełożyć przez kolano i dać w tyłek jak nie rozumiesz po dobroci!
Reszta przysłuchiwała się interesującej wymianie zdań a nawet się podśmiewała z tej dwójki.
-A wy zachowujecie się tak jak zawsze. Tylko naszych dziewczyn tu nie ma.
Noritoshi przejął kontrole nad sytuacją.
-Dajcie spokój, kłótnie nic nie dadzą. Proponuję udać się do Diamanda i porozmawiać i od razu ruszać do podziemia nie mamy chwili do stracenia.
-Dobrze.

***

-Jednak przyszliście do mnie.
Wzrok jasnowłosego był bardzo badawczy i niespokojny.
-Diamandzie pamiętamy list który otrzymałeś. Sądzę, że Twoja pomoc jest nam potrzebna.
-Zakira-san pomogę wam. Ale robię to tylko dla królowej.
Obdarował Mamoru wzniosłym spojrzeniem i się uśmiechnął zwycięsko. Chiba wzruszył ramionami i się odwrócił plecami do jasnowłosego.
-„I ja mam tolerować tego cwaniaczka!”
Zacisnął mocno dłonie i zamknął oczy.
-„Usako robię to dla Twojego dobra”
Wybaczcie panowie ale musimy ruszać.
-Dobrze Pluto, prowadź.
Skinęła potwierdzająco Chibie i poprowadziła mężczyzn.

***

-Utwórzcie krąg złapcie się mocno za ręce.
Mężczyźni robili wszystko co im kazała Pluto. Sama ustawiła się pośrodku kręgu trzymając w ręku Klucz Czasoprzestrzeni zebrała jak najwięcej siły po czym otoczyła mężczyzn zieloną poświatą i wypowiedziała słowa:
- Sailor Teleport!
Po krótkiej chwili zniknęli. Pozostała tylko Setsuna.
-Powodzenia Endymionie.
Popatrzyła się w pustym wzrokiem przed siebie po czym się okręciła i zniknęła.

***

Znaleźli się w ciemnym i wilgotnym pomieszczeniu, w powietrzu było czuć stęchliznę i zapach dymu. Uważnie obserwowali miejsce w którym się znaleźli.
-Gdzie my jesteśmy?
Jayato próbował coś wyczuć, jednak jego zdolności okazały się zbyt słabe.
-To podziemie. Ruszamy szukać Usako i reszty.
-Spokojnie książę.
W głosie było słychać nutkę irytacji.
-Wszystko po kolei. Najpierw musimy znaleźć przywódcę.
Dumny popatrzył w stronę księcia i ruszył na przód. Reszta mężczyzn popatrzyła się na nich z dezaprobatą po czym skierowali się za Diamandem.
Wyszli z jaskini, szli w milczeniu przez ciemne drogi a powietrze robiło się coraz cięższe. Po godzinie marszu znaleźli starą chatę do której Diamand pewnie się kierował. Generałowie badawczo spojrzeli po sowie wzruszyli ramionami i posłusznie dalej zanim szli. Mamoru nie był zadowolony, że był prowadzony przez jasnowłosego, jego dumne zachowanie i wyższość jaką próbował okazać w stosunku do niego działała na Chibe jak czerwona płachta na byka.

Podeszli do małego drewnianego domku, Diamand zapukał do drzwi jednak nikt mu nie otwierał, zauważył że w oknie coś się poruszyło więc zapukał jeszcze raz ale tym razem mocniej.
-Hej, otwierać!!
Krzyknął głośno. Po krótkiej chwili drzwi się delikatnie uchyliły a w uchylonej przestrzeni pojawiła się broń wycelowana w nieproszonego gościa.
-Czego chcesz?
Zaniepokojony mężczyzna się wychylił za drzwi, można było zauważyć że to człowiek w podeszłym wieku z brodą i długimi włosami. Po jego wyglądzie można było stwierdzić że nie dba on zbytnio o higienę osobistą.
-Szukam kogoś, a dokładniej to szukam niedawno przybyłych tutaj kobiet.
-Nie ma tu takich.
-Grozi im niebezpieczeństwo, muszę je zobaczyć.
-To Ty sprowadziłeś tu niebezpieczeństwo.
-A możesz chociaż powiedzieć czy one żyją?
W oczach mężczyzny było widać strach i zamęt, obserwował czujnie okolice.
-Tak. To wszystko co wiem.
-Gdzie one są?
-To wszystko co wiem!! Pora byście stąd sobie poszli!
Zamkną drzwi odłożył broń na szafkę, usiadł na krześle po czym sięgnął po kieliszek i butelkę z bursztynowym trunkiem i nalał sobie cały kieliszek i wypił jednym haustem. Coś przemknęło obok mężczyzny i po chwili jego broń była skierowana w jego stronę.
-Gdzie one są? Dla twojego dobra będzie lepiej jak tym razem powierz mi prawdę!
-Nie zabijesz mnie. Nie wolno Ci.
-Mi może nie ale oni na pewno nie będą się długo zastanawiać.
Popatrzył na swoich kompanów, którzy byli gotowi na każdy krok.
-Oni?
Przeszył wzrokiem każdego z osobna a na jego ustach pojawił się chytry uśmiech.
Są w takiej samej sytuacji jak Ty?
-Czyli?
-Macie pokonać upadłych i przywrócić tu światłość.
Wypowiadając te słowa znacząco popatrzył się na Mamoru który był w stroju księcia.
-Nie możecie krzywdzić niewinnych. To wbrew regułom. Zabierz to sprzed mojej twarzy.
Odsunął ręką broń.
-Gdzie one są?
-Nie wiem nic na pewno ale władca tego świata ma specjalne siedziby dla pojmanych, są one bardzo strzeżone, zwłaszcza jeśli chodzi o kogoś ważnego jak w tym przypadku.
-Co masz na myśli mówiąc „jak w tym przypadku” ?
-Wydaje mi się że dobrze wiesz o co mi chodzi Endymionie.
-Skąd Ty wiesz?
-Twoja aura wszystko o Tobie mówi, znam przeszłość i potrafię przewidzieć komuś przyszłość patrząc na niego. Twoja przyszłość jest jasno określona.
-Te siedziby, gdzie one się znajdują?
-We wnętrzu tego wszystkiego w samym centrum. Żeby się tam dostać musicie się stać jednymi z nich.
-Sądzę że nie będzie to potrzebne. Jesteśmy silni.
-Musicie nauczyć się ukrywać swoją obecność, oni wyczują waszą obecność jeśli będziecie blisko nich, używając swoich mocy czerpiecie energie ze źródła, co sprawia że was wyczują i będziecie jak zwierzyną, Dlatego też musicie ukryć swoje prawdziwe ja tak głęboko żeby go nie wyczuli ale nie aż tak żeby nie móc go wydobyć. Spójrzcie we wnętrz siebie, skupcie się na swoim wewnętrznym ja, połączcie się z nim stańcie się jednością. Zamknijcie oczy i je otwórzcie.
Posłusznie uczynili to o co poprosił ich mężczyzna. Po otwarciu oczu wszyscy mieli jednakowy kolor oczu, wszyscy mieli czarne oczy.
-No, teraz was nie wyczują ale musicie być ostrożni bo jak będzie blisko nich to mimo wszystko będą mogli wyczuć waszą obecność.
-Dziękuję Izo-san.
-A teraz idźcie już i tak za dużo wam powiedziałem.
Sześciu mężczyzn skierowało się w miejsce wskazane przez Izo, szli w milczeniu kierowani przez Diamanda. Mamoru wyczuwał emocje kompanów czuł ich niepokój i niepewność powodzenia powierzonej im misji, nie wyczuwał tylko Diamanda który zasłonił się swoją aurą, był zbyt dumny na to aby komu kol wiek pokazać swoje uczucia.
-Diamandzie kim był ten mężczyzna?
Zakira praktycznie jako jedyny chciał nawiązać z nim jaki kol wiek kontakt nie tylko dla powodzenia misji on wiedział jaki jest Diamand nie obawiał się że ich zdradzi.
-To jeden z mieszkańców mojej planety, jak oni nią zawładnęli kilku osobom udało się uciec jeden z nich chciał ich zabić i sam poniósł porażkę widzieliście jego list, Izo natomiast mu towarzyszył lecz strach go przezwyciężył i zaszył się tutaj aby uniknąć śmierci.
-Rozumiem, ufasz mu?
-Nie do końca ale powiedział nam teraz prawdę.

***

W jednym z pomieszczeń nerwowo chodził młody mężczyzna.
-Taniko! Ty podła suko!
Kobieta pochyliła głowę i słuchała swojego pana. Było widać jak drży ze strachu.
-Chyba się jasno wyraziłem że najpierw trzeba załatwić księcia a dopiero potem zająć się wojowniczkami!! A Ty co?
-Jiro-san wybacz Goro się pośpieszył ni miałam kiedy zareagować.
-Nie zrzucaj swojej winy na kogoś!
Mężczyzna był wściekły w jego oczach było widać iskrzące się pioruny nienawiści.
-To nie tak…
-Nie przerywaj mi ja mówię! On tutaj jest wyczułem jego obecność, nie jest sam! Jednak coś się stało nie czuję już ich obecności. Masz ich znaleźć i załatwić ten problem!! Jasne!!
-Tak panie.
Kobieta zniknęła.
Wszystkiemu przysłuchiwał się Goro.
-Krąży tutaj jak krew w żyłach. Powinieneś być zadowolony z siebie. Obecność którą poczułem to był Diamand i Endymion.
-Wiesz wszystko Jiro-san.
-Diamand myśli że nas pokona i odzyska swoją własność. Endymion jest najsilniejszy ale dzięki Tobie mamy Serenity więc i on może ponieść klęskę.
-Czułem ich, są naprawdę potężni.
-Dlatego trzeba się wstrzymać niech tu wsiąkną, jeśli później nadal będą chcieli walczyć może dostaną to czego chcą.
-Po co czekać!!
Agresywnie wstał z krzesła które z hukiem upadło na podłogę.
-Zabijmy je i będzie po problemie!
-Cierpliwości, pomyśl o tym jak o grze. Ich ruch potem nasz, aż wszystko będzie na swoim miejscu.
-Nie bawię się w gierki!
-To najbezpieczniejsza strategia dla nasz wszystkich.
-To jest bezpieczne!
Goro skumulował kulę energii po czym cisną nią w ścianę.
-Wiesz co by było dla Ciebie bezpieczne?? Gdybyś teraz usiadł i wreszcie się zamknął.
-Jesteś w dość dziwnym nastroju panie.
Zaśmiał się głośno.
-Czego chcesz je trzymać?
-Są mi na razie potrzebne.
-Chcesz ją dla siebie! Wiesz, że to może nas zgubić? Endymion, Diamand…
-Są silni to prawda ale ja też jestem silny.
-A Taniko? Po co ją posłałeś? Przecież nie chcesz na razie ich zabić.
-Musi ich odnaleźć, a to zapewne zajmie jej trochę czasu.
-Nie rozumiem Twojego planu.
-Nie musisz, masz wykonywać moje polecenia!

***

-Hej jest tu kto?!
-Ami?
-Tak, to Ty Rei?
-Tak, wiesz gdzie jesteśmy? A pozostałe dziewczyny są tu?
-Ja jestem.
Odezwała się Mako, a po niej Minako i Usagi.
-To dobrze, że jesteście.
Były to ciemne lochy, każda z dziewczyn siedziała zamknięta w oddzielnej celi.
-Ami-chan co to za miejsce?
-Nie mam pojęcia Mina-chan. Wszystko mi zabrali nawet Pałeczkę Transformacji.
-Mi też, nic nie mogę zrobić. Jestem przykuta jakimiś łańcuchami do ściany nie mogę nawet dojść do krat.
-Usagi-chan wszystko w porządku?
-Tak, Mako-chan.
-Tez jesteś przykuta łańcuchami?
-Tak.
-Chyba wszystkie jesteśmy.
Wtrąciła Rei.
-Pić mi się chcę.
-Minako to nie czas na zachcianki! Musimy pomyśleć jak się stąd uwolnić!
-Witam moje panie, widzę, że się obudziłyście i już spiskujecie,
Na ustach mężczyzny pojawił się złowieszczy uśmiech który nie był widoczny w panujących ciemnościach.
-Kim jesteś!? Czego chcesz!?
-Wojownicza z Marsa jak się nie mylę? Ognisty temperament. Pewnie chciała byś to odzyskać?
Podszedł do jej celi którą oświetlił pochodnią i podrzucał do góry jej pałeczkę transformacji. Rei popatrzyła się na niego złowieszczo i ruszyła w jego kierunku jednak łańcuchy nie pozwoliły jej się zbytnio zbliżyć do krat.
-O czyżbyś nie mogła zbliżyć się bardziej?? Jako szkoda.
-Jeszcze się z Tobą policzę!
-Zobaczymy.
Uśmiechnął się szyderczo, skierował wzrok na podwładnego który trzymał wszystkie klucze kiwnął głową aby otworzył jedną z cel.
-Witam Cię moja droga Usagi.
Podszedł do dziewczyny i usiadł na jej łóżku. Blask pochodni oświetlił jego twarz. Gdy tylko ją zobaczyła oniemiała i zdrętwiała.
-Widzę, ze odebrało Ci głos z zachwytu.
-Zostaw ją Ty zboczeńcu!!
Rei krzyczała z całej siły ale on nie reagował ani trochę na jej słowa. Mężczyzna zbliżył dłoń do policzka złotowłosej. Odsunęła się od niego tak Dalego jak tylko mogła. Jiro wstał i podszedł do niej i szepnął jej do ucha.
-Nie uciekniesz mi tak jak ostatnio.
Przycisnął ją swoim ciałem do zimnej i wilgotnej ściany po czym zetknął jej usta ze swoimi w pocałunku. Usagi się szamotała chciała się wyrwać jednak była zbyt słaba. Mężczyzna ją całował a ona nie mogła nic zrobić tylko czekać aż skończy.
-Smak Twoich ust jest uzależniający.
Powiedział cicho by nikt inny tego nie usłyszał po czym uśmiechną się szeroko, był zadowolony z siebie. Natomiast z oczu dziewczyny płynęło morze łez.
-Jiro-san..
Powiedziała cichło z nienawiścią w głosie.
-…co Ty chcesz?
-Powinnaś się domyśleć.
Posłał jej kolejny pełen pożądania uśmiech.
-Duszą i ciałem należę do jednego mężczyzny!!
Wykrzyczała mu prosto w twarz z zawistnym spojrzeniem.
-Ciałem?
Powtórzył zaintrygowany słowami kobiety.
-Więc Endymion już Cię posiadł??
Usagi zrobiła wielkie oczy, a przez jej głowę przeszło milion myśli.
-Ty…?
-Tak?
-Skąd..??
-Moja droga Serenity, ja wiem wszystko.
Pogłaskał ją po policzku i przez dłuższą chwile szeptał jej do ucha po czym wyszedł z celi, sługa zamkną ją spowrotem na klucz. Tsukino była w szoku stała jak słup soli.
-Dostaniecie niedługo kolację.
Powiedział stojąc w drzwiach po czym i one zostały zamknięte na klucz.
-Usagi-chan!! Usagi-chan!!
Dziewczyny zmartwione krzyczały do swojej przyjaciółki.
-Nie przejmujcie się wszystko w porządku.
Powiedziała bez żadnych emocji.
-Co on Ci zrobił?
-Nic.
-Na pewno?
-Tak, nie martwcie się.
Była twarda, nie pozwoliła sobie na słabość. Nie chciała by dziewczyny się martwiły.
-„Zobaczysz Jiro-san nową Serenity”
Jej oczy emanowały nienawiścią do mężczyzny.

Rozdział XXI

Środek rozdziału 18+.

Planuje już niedługo skończyć opowiadanie, więc staram się teraz pisać jak najwięcej.

Dziękuję za komentarze :D

 

Dni mijały bardzo szybko na wspólnym poszukiwaniu wroga, Mamoru musiał się pogodzić ze współpracą z Diamandem. Niestety nie dowiedzieli się zbyt dużo, jedynie potwierdziły się słowa Safira. Mijał właśnie kolejny dzień gdy wszyscy spotykali się po raz kolejny aby podzielić się swoimi wiadomościami. Generałowie byli bardzo zdenerwowani ciągłymi brakami efektów ich ciężkiej pracy, podobnie jak Mamoru który już wyczerpał prawie wszystkie swoje pomysły.
-Musimy się spotkać z Setsuną.
-Mamo-chan poradzimy sobie bez niej.
-Króliczku musimy się dostać do podziemia a tylko dzięki niej możemy to zrobić.
-No tak.
Blondynka zwiesiła głowę, miała już tego wszystkiego po dziurki w nosie wróg robił sobie z nich zabawki, raz atakuje raz jest spokój, zabawa w kotka i myszkę tylko że to oni byli tą myszką i to im się wcale nie podobało.
-Zgadzam się, teleportujmy się do wrót czasoprzestrzeni.
-Dobrze ale to jutro dzisiaj musimy odpocząć.
-Co wy na to żeby udać się do klubu? Pobawimy się, rozluźnimy?
-Mako-chan skąd takie pomysły u Ciebie?
-Jestem zestresowana i muszę się odstresować.
-Ok., ja się zgadzam a wy?
Rei skierowała swoje pytanie do pozostałych.
-Przyda na się chwila zapomnienia. Niech będzie.
-O Ami-chan, zmieniłaś się. Zakira-san masz na nią dobry wpływ.
-Wiem Usagi-san.
-Na mnie nie liczcie ja chcę się wyspać. Kei-chan odprowadzisz mnie do domu.
-Oczywiście.
Minako skierowała się do wyjścia nałożyła buty i czekała na swojego chłopaka.
-Kei-san namów ją, ona musi teraz się rozluźnić nie może tak rozpamiętywać, ja i Mamoru też mamy dziecko za którym tęsknimy. Przecież Mami-chan powróci, będzie z nami w przyszłości tak jak Chibiusa.
-Mam taką nadzieję.
Keizo opuścił głowę a na jego policzku można było zobaczyć pojedynczą łzę.
Mamoru podszedł do przyjaciela i objął go ramieniem.
-Keizo-san zaufaj nam, ona wróci. Dołączcie do nas.
-Dzięki, idę za Minako.
-Ok. To my też się zbieramy co nie?
–Pewnie.
-Hejjjjj!!! Wychodzzimmmyyyy!!!
-Usagi co się tak drzesz?
Cztery pary ruszyły w kierunku swojego już ulubionego klubu.

***

-Minako-chan może jednak pójdziemy z resztą się rozerwać?
-Nie mam ochoty wybacz.
-A może pójdziemy do centrum gier?
-Kei-chan nie nalegaj. Chcę do domu do swojego łóżka.
-Do łóżka mówisz? A to może ja pójdę z Tobą?
Blondynka popatrzyła się na niego wielkimi oczami a buzie otworzyła ze zdziwienia.
-Co Ty wygadujesz?
-Kochanie wiem, że tęsknisz na córeczką ale nie możesz wpaść w depresje więc jeśli chcesz to możemy się postarać o to by wróciła do nas jednak musisz mnie zaprosić do swojego łóżka albo chodź do mojego. Co Ty na to?
-Keizo-chan nie wygaduj głupot przecież wiesz że to nie możliwe! Nie jesteśmy małżeństwem
-No wiesz z tego co pamiętam to kiedyś też nie byliśmy.
Delikatnie musną ustami jej ucho, a po ciele dziewczyny przeszły dreszcze.
-To nie fer, to było kiedyś teraz tak nie postąpię, nie będę powtarzać swoich błędów. Teraz musimy walczyć i nie mogę zajść w ciążę!
-Więc teraz uważasz że to był błąd? Mami-chan była błędem?
-Nie to nie tak, chodzi mi o zbliżenie przed ślubem, to był błąd.
-Ale dzięki temu błędowi mieliśmy najwspanialszą córkę na świecie.
-To prawda.
Minako posmutniała po raz kolejny. Nie chciała dłużej o tym myśleć. Mężczyzna podszedł do kobiety pochyli się nad smukłą blondynka i obdarował soczystym pocałunkiem. Całował ją łapczywie tak jakby się obawiał że jemu ucieknie i nigdy nie dotknie tych delikatnych malinowych ust.
-Może jednak wejdziesz?
Keizo popatrzył się zawadiacko na ukochaną.
-Mówisz poważnie?
-Oczywiście.
Zatrzepotała figlarnie rzęsami a usta uśmiechały się zawadiacko.
-Skąd ta zmiana?
-Bo pragnę od życia więcej niż tylko wspomnień. To jak?
-A co z popełnianiem tych samych błędów?
-To były przyjemne błędy.
Przejechała palcem po jego twarzy, szyi, torsie. Po czym się odwróciła i skierowała się do drzwi swojego domu. Otwierając je odwróciła się do ukochanego i uśmiechnęła od niego zachęcająco.
-Wiesz że używasz takich argumentów które mnie przekonają do wszystkiego?
-Wiem.
Bardzo szybko znaleźli się w sypialni na jej ustach nareszcie widniał uśmiech który był w tej chwili mocno prowokujący, Keizo podszedł do niej obiją ją, jej zapach delikatnie drażnił jego zmysły. Rozpoczął walkę z jej ubraniami. Pocałowała go tak łapczywie jak wcześniej on ją całował. Czuł jej oddech i smak. Zaczęła powoli go rozbierać. Ich ubrania kolejno lądowali na podłodze, nie spieszyli się, celebrowali każdą chwile, każdy dotyk, każdy pocałunek. Po chwili stali nadzy. Wpatrywał się w jej piękne smukłe ciało, była taka piękna wręcz cudowna, jej złote włosy oplatały jej nagie ciało. Przytulił ją do siebie poczuł jej piersi i sutki co sprawiło że jego męskość nabrzmiała.
-Ciiii… spokojnie, nie spieszmy się.
Delikatnie szepnęła mu do ucha. Wpatrywała się w niego swoimi cudownie niebieskimi oczami. Delikatnie i czule gładziła barki i tors ukochanego. Mężczyzna się powoli uspokoił. Minako uśmiechnęła się zawadiacko i z rozbawieniem szepnęła.
-Myślisz że TO nie zrobi mi krzywdy?
Mężczyzna wybuchnął śmiechem, podjął wyzwanie.
-Jak będziesz grzeczna i miła to z nim pogadam żeby był bardzo delikatny.
-A jak bardzo muszę być grzeczna?
Zrobiła minę niewiniątka i zatrzepotała rzęsami. Powoli kierowali się w kierunku łóżka i w końcu na nim wylądowali.
-Musisz być bardzo bardzo grzeczna, jesteś w jakimś sensie moją żoną więc musisz być posłuszna.
Delikatnie ugryzł ją w ucho.
-Och mój panie i władco spełnię każde twe życzenie.
Oboje wybuchnęli śmiechem. Dotykał ciała swojej ukochanej, jego dłonie wędrowały wszędzie. Z jej ust wydobyło się ciche westchnie gdy jego dłoń dotknęła piersi. Jego ciało się rozdygotało, nie mógł się opanować. Całował jej usta, szyję, pieścił jej piersi, brzuch. Ona tylko pomrukiwała z zachwytu. Szybkim ruchem żmijowatym znalazła się na nim i to ona teraz pieściła każdy zakamarek jego ciała. Oboje poczuli coraz większe pragnienie. Nie spieszyli się, chcieli czerpać z tego jak najwięcej przyjemności. Wzajemne pieszczoty przynosiły im bardzo dużo rozkoszy. Oboje byli u granic wytrzymałości, nie powstrzymali się. Wszedł w jej łono czuł to gorąco które rozpaja jego i ją. Zagryzł delikatnie zęby na jej karku, ściskał naprężone sutki. Jęknęła z rozkoszy.
-Och … tak…
Zwinnym ruchem ją przewrócił na plecy. Przy każdym jego ruchu krzyczała z rozkoszy oboje czuli, że zbliżają się do spełnienia. Jej łono pulsowało i robiło się coraz bardziej gorące, jego ciało reagowało na każdy jej ruch. Każdy ruch stawał się coraz przyjemniejszy aż napinając się do granic wytrzymałości dopełnili się wzajemnie. Wspólna przyjemność rozpłynęła się po ich ciałach Keizo opadł na swoją ukochaną. Oboje dyszeli ciężko. Odpoczywali przytuleni do siebie i objęci uczuciem błogostanu.
-Mina-chan?
-Tak?
-Wiesz, że Cię kocham?
-Pochyliła się nad mężczyzną i wpatrzyła się w jego cudowne oczy.
-Wiem.
-To dobrze.
Obiją ją mocno i zasną przy ukochanej.
-Keizo-chan kocham Cię.
Pogłaskała go po twarzy i usnęła w jego ramionach.

***

-Setsuna!? Jesteś tu!?
Wojowniczki się rozglądały, nic nie było widać we mgle.
-Plutonie!
Przed dziewczynami pojawiła się wysoka kobieta.
-Witam. Co tak ważnego sprowadza was do mnie?
-Setsuno mamy do Ciebie wielką prośbę.
-Słucham Księżniczko.
-Musimy się dostać do podziemia. Tylko ty możesz nam pomóc.
-Tak przypuszczałam.
-Jak to? Wiedziałaś że ktoś będzie chciał nas zaatakować?
-Rei-san nie mogę wam zdradzać takich informacji.
-Wiem. Trudno.
-Kiedy chcecie się tam wybrać? Jeszcze w tym tygodniu.
-Dobrze, więc przybędę do was i udostępnię wam przejście.
-To do zobaczenia.

***

-Taniko! Goro!
-Tak panie?
-Co wy wyprawiacie? Dlaczego jeszcze nie ma tu wojowniczek? Goro miałeś się zająć ty a co ty robisz? Siedzisz i nic nie robisz!! Wiecie, że jak mi się nie podoba czyjaś praca to potrafię zrobić z tym porządek.
-Tak panie.
-Do jutra widzę tutaj całą zgraje, a księciunia macie załatwić na początku on za bardzo mi zagraża.
-Tak jest.
Dwoje ludzi się oddaliło i zostawiło władce samego.
-Jeszcze trochę i będzie to wszystko moje.
Złowieszczy śmiech się rozniósł echem po całym pokoju.

-Dlaczego nic nie robisz? Widzisz jaki jest Jiro-san!
-A Ty miałaś się zająć księciem? I co?
-Zajmij się swoją robotą a mnie zostaw!
-Jak uważasz.
Kobieta się odwróciła i zniknęła w ciemnościach.

-Demony chodźcie do mnie!
-Tak panie?
-Mamy dziś coś do zrobienia, ruszamy!

***

W mieście zrobiło się wielkie zamieszanie ludzie uciekali w popłochu przed dziwnymi stworzeniami które były całe czarne, posturą przypominały wielkiego człowieka ale nie miały włosów i nie było widać oczu ust ani uszu. Były bardzo zwinne i szybkie.
-Szybko Luna mnie zawiadomiła że mamy problemy!
-Gdzie?!
-W centrum!
-Już biegniemy!
Po kilku minutach wszystkie wojowniczki były na miejscu.
-Mercury jaka sytuacja?
-Z tego co zauważyłam to te demony chodzą i tylko straszą ludzi. Nie zabijają nikogo, nie odbieraj energii.
-Dziwne.
-Wiem.
-Atakujemy ich.
- Mars Flame Sniper!
- Mercury Aqua Mirage!
- Jupiter Oak Evolution!
- Venus Love and Beauty Shock!
- Silver Moon Crystal Power Kiss!

- To nie działa po prostu przez nich przechodzi jak powietrze!
Dziewczyny były podenerwowane przegrywały a demony się do nich zbliżały.
-Gdzie są generałowie i Taxido?
-Już tu biegną.
- Dobrze. Atak grupowy!
-Tak jest Venus.
- Sailor Special Garlic Attack!
Kolejny atak był wyczerpujący, potrzebowały krótkiej chwili żeby chociaż trochę się zregenerować.

-Złapcie je i skrępujcie!
-Tak jest.
Demony okrążyły wojownik ki a koło każdej pojawił się kolejny demon. Były bardzo silne, wojowniczki nie mogły się wyswobodzić.
- Jupiter Oak Evolution! …To nie działa!
-Próbujcie się dalej wyswobodzić!
W oddali można było zobaczyć jak biegnie sześciu mężczyzn tak szybko jak tylko mogą.
-Keizo-chan!
-Venus!
-Pomocy!
-Sailor Moon!!
W mgnieniu oka wszyscy zniknęli. Po wojowniczkach i demonach został tylko unoszący się kurz. Było słychać tylko krzyk dobiegających na miejsce mężczyzn
-Nnniiieeee!!!!

Rozdział XX

- Nie mamy więcej czasu musimy spotkać się z księżniczką Serenity i …
Diamand przerwał swojemu młodszemu bratu.
- Wiem o tym, nie musisz ciągle mi tego przypominać
- … i Endymionem, on tu odgrywa ważną role nie zapominaj o tym Diamandzie.
Blondyn z niechęcią mu przytaknął, wstał ze swojego fotela i zaczął się przyglądać z zainteresowaniem co się dzieje za oknem.
- Te spotkanie odbędzie się dzisiaj, już wszystko załatwione.
Zszokowany Diamand się odwrócił i patrzył z niedowierzaniem na Safira.
- Co?! Kto Ci pozwolił? Wiesz, że ja …
- Wiem, że Ty się boisz i nigdy nie doprowadzisz do tego spotkania!
Ciemnowłosy był zdenerwowany miał dość tej bierności.
- To nie prawda! Ja się niczego nie boje! Jak śmiesz mi zarzucać coś takiego!!
Powoli zaczynały mu puszczać nerwy ale tak na prawdę nie był zły na brata tylko na siebie bo wiedział ze Safir ma rację.
- Uspokój się! Nie zachowuj się jak przestraszone dziecko. Musisz im stawić czoła nie zapominaj że to Ty chciałeś im pomóc a teraz telepiesz portkami na sama myśl że ich zobaczysz!
Diamand opadł powrotem na krzesło, nic nie mówił a w jego głowie pojawiało się milion myśli.
- Dzisiaj wieczorem spotykamy się w Świątyni Hikawa tam mieszka wojowniczka z marsa, będą tam wszystkie wojowniczki, księżniczka i jej narzeczony a pyzatym są jeszcze generałowie.
-Generałowie?
Zdziwiony podniósł wzrok na brata.
-Tak generałowie są oni obrońcami ziemskiego Księcia czyli Endymiona. Przebudzili się niedawno.
- Ale jak to? Nie rozumiem.
- Właśnie o tym mówiłem w ogóle nie wiesz co się z nimi dzieje. To tak w skrócie Ci powiem co teraz się dzieje z wojowniczkami. Sailor Moon jak byś chciał wiedzieć to Usagi Tsukino a jej narzeczony to Mamoru Chiba czyli Serenity i Endymion, planują ślub po zakończeniu jej szkoły średniej. Księżniczka podjęła pracę w Crown na okres wakacyjny a Książę ma praktyki w przychodni studiuje medycynę.
Diamand z wielkim zdziwieniem przysłuchiwał się wszystkim informacjom jaki przekazywał mu brat.
-Sailor Mars to Rei Hino jest kapłanką w Świątyni Hikawa niedawno polepszyła stosunki z własnym ojcem i tam poznała swojego generała czyli Jayato Jedaishi. Sailor Mercury to Ami Mizuno szkolny geniusz była w stanach razem z matką i tam poznała Zakira Zokada który jest malarzem a jego prace znajdują się w mojej galerii, Sailor Jowisz to Makoto Kino jest wybitną kucharką, mieszka sama, jej rodzice zginęli jak była jeszcze dzieckiem jest związana z Noritoshi Nakamoto. Ostatnia wojowniczka to Sailor Wenus czyli Aino Minako trochę roztrzepana nastolatka która postanowiła spoważnieć i podjęła prace w tym roku podobnie jak Usagi na okres letni, zmieniała chłopaków ja rękawiczki ale tera jest związana z Keizo Koizumi który z kolei jest najlepszym przyjacielem Endymiona. Ostatnio wszyscy byli na wyjeździe, wrócili tydzień temu. Tam przebudzili się generałowie i odzyskali swoje dawne wspomnienia oraz moce dzięki kamieniom które były we władaniu księcia a teraz powróciły do prawowitych właścicieli.
Blondyn był w szoku.
-Pewnie jesteś ciekawy skąd to wiem?
Mężczyzna tylko kiwną potwierdzająco głową.
-Wiesz mam ukochaną która jest przyjaciółka wojowniczek więc sporo informacji mam od niej i jej sióstr, a pyzatym od czasu do czasu teleportowałem się w miejsca gdzie one przebywały i się dowiedziałem parę faktów. Spotkanie umożliwiła nam oczywiście Pezite.
- Aha.
Zdołał tylko tyle z siebie wykrztusić. Safir wstał i wyszedł z gabinetu brata w drzwiach się jeszcze odwrócił i powiedział.
- Spotkanie jest o 20. Bądź gotowy.
Po czym zamkną za sobą drzwi i poszedł do swojego gabinetu. Diamand został ze swoimi myślami i musiał wszystko sobie uporządkować do tego czasu.

***

- Ciekawe dlaczego siostry chciały się z nami spotkać? Jak myślicie coś się stało?
- Na pewno nie, to tylko towarzyskie spotkanie.
- Jesteś pewna Minako-chan?
- Pewnie Mako-chan.
Blondynka wymieniła po kryjomu spojrzenia między sobą, nie zdążyły porozmawiać przed tym spotkaniem, nie podobało im się to wcale przeczuwały że może się coś stać.
Wszyscy już czekali w Świątyni na cztery siostry. Dziewczyny były pochłonięte rozmowa i nawet nie zauważyły kiedy ich panowie wyszli żeby zaczerpnąć świeżego powietrza i wrócili z oczekiwanymi gośćmi.
- Konbanwa.
Dziewczyny skierowały wzrok na drzwi w których stali goście. Hino wstała i zaprosiła ich do środka i podała zieloną herbatę.
-Co was sprowadza tak nagle do nas?
-Widzisz Ami-chan mamy pewną sprawę sądzę że wiesz o co chodzi.
Mizuno popatrzyła się w oczy Pezite i wiedziała o co chodzi.
-Sądzę że to mało istotne, nie ma o czym rozmawiać.
Reszta się przysłuchiwała z zadziwieniem rozmowie.
-Też tak uważam.
Minako się wtrąciła do rozmowy co było jeszcze większym zaskoczeniem dla reszty towarzystwa.
- Było by to mało istotne gdyby chodziło tylko o nich.
-O nich?
Hino skierowała pytający wzrok na Pezite i Ami.
-O co tu chodzi możecie nam wszystkim wyjaśnić a nie rozmawiacie między sobą?
-Ami? Minako? Wy coś wiecie?! Mówcie i to już!
Hino naciskała jak tylko mogła na swoje przyjaciółki.
-Rei-chan spokojnie.
Jayato próbował uspokoić ukochaną, jej ognisty temperament czasami potrafił innych doprowadzić do furii.
Kermesite popatrzyła się znacząco na siostry, które tylko kiwnęły potwierdzająco głowami.
- Pozwólcie że nasi przyjaciele wam wszystko wyjaśnią.
Usagi popatrzyła się na swojego narzeczonego który z zainteresowaniem wsłuchiwał się we wszystkie słowa jakie tam padły.
W drzwiach stanęło dwóch mężczyzn.
- Konbanwa.
- Konbanwa.
Ukłonili się.
Mamoru zerwał się na równe nogi i ochronił ukochaną swoim ciałem, jego przyjaciele widząc jego reakcje uczynili to samo. Wojowniczki sięgnęły od razu po swoje broszki.
-Czy wyście zgłupiały?! Jak mogłyście ich tu przyprowadzić?!
Mamoru był wściekły na siostry.
-Przecież to nasi wrogowie!!
Mamoru zamienił się w księcia Endymiona i dosięgał już swojego miecza, kiedy odezwał się Diamand.
- Książę …
Ukłonił się po raz kolejny
- … wybaczcie nam nasze najście ale już nie jesteśmy waszymi wrogami jesteśmy waszymi sprzymierzeńcami.
Usagi złapała Endymiona za rękę w której dzierżył miecz.
- Wysłuchajmy ich.
Mężczyzna uległ pod jej spojrzeniem.
-Dobrze,
….ale będziemy gotowi do wali z nimi w każdej chwili.
Ostatnie słowa skierował do generałów dając im do zrozumienia że mają być czujni i w razie czego zaatakować.
-Proszę usiądźcie.
Usagi skierowała swoje słowa najpierw do dwóch mężczyzn po czym do reszty ale Endymion i jego generałowie stali gotowi do boju i ani im się śniło usiąść obok tych gnid.
-Safirze, Diamandzie co was sprowadza?
-Księżniczko jak zawsze jesteś bardzo miła.
-Dziękuję. Chciałabym przejść do konkretów.
Obserwowała zachowanie swojego ukochanego. Wiedziała że nie jest dobrze.
-Księżniczko Serenity nie chcemy z wami walczyć, przybyliśmy już dawno by was ochraniać. Pojawił się bardzo silny wróg który zniszczył prawie nasza planetę, niestety musieliśmy się poddać i uciekać teraz jednak zawitał na tą planetę i nad nią też chce zapanować. Z Nemezis udało się uciec mi, Safirowi i Seitaro.
-A gdzie on teraz jest?
- Niestety Kalawerite on nie żyje. Zostawił mi ten list.
Podał skrawek papieru kobiecie która przeczytała zawartość głośno:
„Diamandzie,
Jeśli to czytasz to znaczy, że poniosłem klęskę. Wybacz mi, nie dałem rady. Daleko nam jeszcze do zwycięstwa. Wróg jest niebezpieczny i nieprzewidywalny. Musisz się strzec, Twoje uczucia i emocje mogą Cię zgubić. Trzymaj emocje głęboko schowane. Pozostali przeszli na drugą stronę. Musisz zdać sobie sprawę, że zostałeś tylko Ty i Safir. Ucz się na błędach ale ich nie powtarzaj. W Tobie ostatnia nadzieja. Od Twoich decyzji zależy istnienie wszystkiego. Znajdź królową i chroń ją.
Seitaro.”

Mamoru wziął list i sam dokładnie go przeczytał jeszcze kilka razy, po czym zwrócił się do mężczyzn.
-Królową czyli Usagi tak?
-Zgadza się. Wy jako para królewska jesteście w niebezpieczeństwie.
-Rozumiem ale nie potrzebuje Twojej ochrony sam sobie poradzę.
- Książę rozumiem że nie darzysz mnie zaufaniem ani sympatią ale my mamy zamiar chronić Księżniczkę i Ty nam w tym nie przeszkodzisz!
- To chyba mnie za dobrze nie znasz! Spróbuj ją tknąć a posmakujesz mojego miecza.
Złapał za miecz i skierował jego ostrze wprost na Diamanda.
- Spokój!! Jak macie zamiar się bić to wyjść mi stąd! Nikt nie będzie wydziwiał w mojej Świątyni! Jasne!!
Rei postawiła do pionu obu panów, obaj umilkli a Mamoru schował swój miecz.
- Kim oni są?
Luna po długim milczeniu postanowiła się odezwać.
-To są upadli aniołowie który się wydostali z piekieł i teraz chcą zawładnąć jak największą ilością planet. Posiadają zdolność przenoszenia się w czasie sądzę że byli w czasach kiedy istniało jeszcze królestwo na księżycu i Twoja matka Królowa Selena żyła.
Ostatnie słowa wypowiedział patrząc się na Serenity.
- Co wiecie coś jeszcze na ich temat?
Luna ciągnęła dalej ich za język.
- Diamand zabił jednego z wysłanników który go zaatakował już tutaj na ziemi i to nie dawno, sam ledwo uszedł z życiem.
Usagi obdarzyła blondyna swoim pełnym miłości spojrzeniem, co nie uszło uwadze Mamoru który od razu do niej podszedł i ją obiją.
-Ale jak widać żyje, dobrze się miewa więc nie ma co się tak litować na nim.
Mamoru szybko ściągną ich na ziemie. Usagi skarciła go wzrokiem. Safir nie zareagował na słowa księcia i kontynuował.
-Jesteśmy na ich tropie sądzę że w niedługim czasie będziemy mogli ich zaatakować. Wtedy my odzyskamy swoja planetę i na nią wrócimy.
-Mam jeszcze do was jedno pytanie.
-Słucham Hino-san,
-Jakim cudem wy żyjecie? Przecież widzieliśmy na własne oczy jak umieracie.
- I tu odgrywa role właśnie Księżniczka.
- Ja? Jak to?
- Podczas ostatniej walki miałaś pewne życzenie. Pamiętasz?
Usagi się zastanowiła i głośno krzyknęła.
-Pamiętam. Chciałam odzyskać tych którzy mnie kochają.
- Właśnie dlatego tu jesteśmy.
- Dziękujemy Ci księżniczko Serenity. Żeby nie ty nie moglibyśmy żyć teraz i być szczęśliwi.
Safir złapał Petzite za rękę, kobieta go obdarzyła spojrzeniem pełnym miłości.
- Cieszę się ze mogłam wam pomóc.
Diamand sposępniał, wstał i patrzył przez okno. Zawsze tak robił jak miał jakiś problem. Wpatrywał się pustym wzrokiem w to co było przed nim. Wojowniczki to zauważyły, Minako poczuła dziwne ukucie w sercu jakby ktoś jej serce złamał, jakby straciła kogoś bliskiego. Wiedziała że czuła to co on czuje, zrobiło jej się żal mężczyzny.
Diamand się odwrócił, popatrzył się na swoja ukochana która właśnie o czymś rozmawiała ze swoim ukochanym po czym złożyła na jego policzku pocałunek, poczuł dziwne ukucie w sercu które też poczuła Wenus.
-Dobra to chyba już wiemy na czym stoimy. Nie wyganiam was ale musimy się z tym przespać. Spotkamy się jutro by jeszcze porozmawiać, przyjdziemy do was jutro.
Minako przejęła inicjatywę chciała by już to spotkanie się skończyło przez wzgląd na Diamanda.
-Masz rację. Będziemy się już zbierać.
Siostry wraz z Diamandem i Safirem opuściły świątynię.

-Co o tym sądzicie?
-Nie wiem Mako-chan ale sądzę że mówią prawe.
-Skąd taka pewność Minako-chan?
-Ja i Minako wiedziałyśmy że Diamand i Safir tu jest pyzatym Luna i Artemis też o tym wiedzieli. Prowadziliśmy obserwacje nic nie wskazywało na to że oni chcą nas zaatakować.
-Wiemy już mówiłaś o tym Ami-chan
-Rei-chan nie miałaś żadnych wizji.
-Miałam ale nic wam nie powiedziałam.
-Dlaczego? To przecież ważne.
-Nie chciałam nikogo martwić.
-Trudno. Mamoru-san co ty o tym myślisz?
-Musimy być ostrożni, na razie nas nie atakują ale to się może zmienić w każdej chwili. Powinniśmy wszyscy razem zamieszkać. Tak będzie bezpieczniej.
-Ale gdzie?
-Możemy tutaj jakoś się pomieścimy w końcu mam sporo pokoi.
-Zgadzam się z tą propozycją Rei-san. Co byś powiedziała jakby od dzisiaj tutaj zostać?
Jutro pojedziemy po rzeczy na zmianę.
-Mamo-chan?
-Tak?
-Czy Ty czasem nie przesadzasz? Przecież nam nic się nie stanie, musimy normalnie funkcjonować chodzić do sklepu, pracy. Przecież nie będziemy ciągle chodzić wszędzie razem. To by było trochę dziwne. Mamy komunikatory oraz telefony komórkowe.
-Stary ona ma racje, przesadzasz.
-Keizo-san i Ty przeciwko mnie?
-My też tak uważamy. Niestety Twoja pani ma więcej zimnej krwi od Ciebie. Noritoshi poklepał go po plecach i zaczął się śmiać.
-Dziękuję że mnie popieracie.
-No dobrze niech wam będzie ale mamy być w ciągłym kontakcie. To rozkaz.
-Tak jest.
Generałowie mu odkrzyknęli razem
-A teraz stary chodź już do domu.
-Ok.

Rozdział XIX

Przepraszam za taką długą przerwę mam nadzieję ten rozdział jakoś to zrehabilituje. Końcówka rozdziału przeznaczona do odbiorców +18. Życzę miłego czytania :)

Proszę o pozostawienie po sobie śladu w formie komentarzy.
ARIGATOU

-Usako mogę Cie prosić na bok?
Dziewczyna spuściła głowę i ruszyła za swoim narzeczonym.
-Kochanie…
Mężczyzna dotknął jej policzka i podniósł jej twarz żeby spojrzeć jej w oczy.
-… możesz mi powiedzieć co tu robi ta szóstka? Mieliśmy jechać sami.
-Wiem ale to nie moja wina. Powiedziałam dziewczynom, że jedziemy nad morze a Minako postanowiła że się do nas przyłączy i że reszta też musi obowiązkowo jechać. Znasz ją wiesz że nikt jej nie przegada. Sumimasen Mamo-chan.
Zrobiła wręcz błagalny wyraz twarzy a oczy zdążyły już się zeszklić od zbierających się łez.
-Nic się nie stało, następnym razem pojedziemy sami.
Uśmiechną się czule do dziewczyny która rzuciła się w jego ramiona.
-Mamo-chan. Arigatou!
-Chodźmy do nich bo jeszcze pomyślą że coś spiskujemy.
Wziął ją za rękę i pociągną za sobą w kierunku grupki młodych ludzi którzy się przyglądali z zaciekawieniem ich rozmowie.
-Dobra to wsiadamy do pociągu i jedziemy na wakacje!
Z entuzjazmem oświadczył Mamoru.
-Usagi-chan Ty nic nie powiedziałaś Mamoru-san że jedziemy razem z wami?
-Ami-chan nie wiedziałam jak.
-Postawiłaś go przed faktem dokonanym, to nie ładnie z Twojej strony.
-Rei-chan nie dręcz mnie.
-Usagi wybacz, że Ci się narzucamy. Ja chętnie bym w domu została. Czuję się nie zręcznie.
-Ja tak samo. Wychodzi na to że ja i Ami-chan tworzymy parę. Mako ma swojego Noritoshi, Minako ma Keizo, Ty jesteś z Mamoru. Dziwna sytuacja. Minako się uparła się że byśmy jechały, teraz i tak nie odstępuję swojego blondyna na krok.
-Dajcie spokój, dobrze się będziemy bawić. Zobaczycie.
-Zobaczymy.
Wsiedli do swojego przedziału i zajęli miejsca. Jeszcze dobrze się nie obejrzeli a byli na miejscu. Dzięki rozmowom i ciągłym zmianom miejsc, podróż im minęła bardzo szybko. Tylko męska część grupy oraz Ami i Mako były bardziej spokojne ale mimo wszystko i oni dali się wciągnąć w notoryczne zmiany miejsc. Jak to Minako powiedziała żeby ich przekonać do tego: że wrażenia zależą od punktu siedzenia. Na co reszta zareagowała gromkim śmiechem.
-Nareszcie na miejscu jeszcze trochę a bym tam zwariowała.
Rei była u kresu wytrzymałości. Po dotarciu do hotelu podzielili się na grupy i każdy poszedł do swojego pokoju. Oczywiście jak na Rei przystało wszystkim w trakcie podróży dała konkretne wytyczne co do noclegu więc się skończyło na 1 pokoju trzy osobowym gdzie ulokowała się Rei, Usagi i Minako, jednym dwu osobowym w którym była Mako wraz z Ami. Ze względu na to że Męzczyźni słabo się znali nie chcieli sobie nawzajem przeszkadzać i wynajęli sobie pokoje jednoosobowe. Po krótkim odpoczynku wszyscy mieli się spotkać na plaży, oczywiście jak na prawdziwe kobiety przystało wszystkie pięć się spóźniało.
-Mamoru-san mam nadzieje, że się nie gniewasz. Myślałem, że to wasz pomysł i o wszystkim wiedziałeś.
-Na początku byłem zaskoczony ale to normalne zachowanie dziewczyn więc niema czym się przejmować Keizo-san.
-Zauważyłem, że grupa do której należy Mina-chan jest dość… hmm… jak to określić… szalona.
-To prawda ale one są zżyte ze sobą, kiedyś powinniście to zrozumieć.
W trakcie rozmowy Mamoru zauważył jak grupka śmiejących się dziewcząt zbliża się w ich kierunku. Od razu zauważył Usagi była śliczna a ten czarny strój kąpielowy wyglądał na niej idealnie. Świdrował wzrokiem każdy centymetr jej ciała nagle poczuł się dziwnie podniecony gdy zorientował się że jego Usako ma bardzo kobiece kształty i wygląda bardzo pociągająco. Popatrzył się wkoło i zauważył, że dziewczyny wzbudziły sensacje na plaży. Szybko wstał i ruszył w kierunku ukochanej.
-Chyba będę musiał zabić wszystkich mężczyzn na plaży.
Szepnął jej do ucha, Usagi zrobiła pytającą minę. Podniósł rękę i pogładził jej odsłonięte ramię na co ona szybko się zarumieniła.
-Wszyscy się na Ciebie patrzą jakby chcieli Cię zjeść. Jesteś tylko moja, tylko ja mogę sobie na to pozwolić.
Kończąc to zdanie delikatnie musną ustami jej ucho. Dziewczyna zrobiła się jeszcze bardziej czerwona, a jej brzuch zaczynał płonąć a serce walić jak szalone. Zadowolony mężczyzna złapał jej dłoń i poprowadził na miejsce zajęte na plaży.
-Co to było?
Rei była bardzo zaskoczona tą scenką.
-Mamoru właśnie zaznaczył teren. Nie zauważyłaś?
-Co zrobił? Mako-chan możesz powtórzyć?
-A niby jesteś taka bystra.
Minako zaczęła się śmiać na cały głos.
-Wypraszam sobie!
Czarnowłosa podniosła głos.
-Mina-chan pięknie wyglądasz.
Wysoki dobrze zbudowany mężczyzna podszedł do dziewczyny złapał ja w pasie, przyciągnął do siebie i obdarował soczystym pocałunkiem.
-Następny! Co jest z wami? Zachowujecie się jak psy!
-Może i masz rację Rei-san, wybacz ale ja jestem zniewolony prze tą piękność więc to jej wina.
Uśmiechną się do niej bardzo życzliwie, po czym złapał Aino za rękę i przyciągną bliżej siebie.
-Wyścigi? Kto pierwszy do wody?
-Jasne.
Keizo i Minako pobiegli do wody. A dziewczyny układały się już na kocach by poddać się kąpieli słonecznej.
- Noritoshi-san dobrze, że przynajmniej Ty zachowujesz się normalnie, ratujesz honor mężczyzn.
-Arigatou za komplement Rei-chan.
-No wiesz Noritoshi-chan ja bym nie miała nic przeciwko.
Puściła do niego oczko i uśmiechnęła się zalotnie. Mężczyzna podszedł do dziewczyny i obdarował delikatnym całusem.
-I na tym by się skończyło ratowanie honoru mężczyzn.
Rei wzięła głęboki oddech i oddała się kąpieli słonecznej.
-Mina-chan i Keizo-san świetnie się bawią może też idziemy do wody?
-Mamo-chan świetny pomysł.
Dziewczyna stanęła na równe nogi i zaczęła się cieszyć jak dziecko.
-Kto idzie z nami? Dziewczyny wstawajcie. Noritoshi-san idziesz?
Złapała Mamoru za rękę i pociągnęła do góry.
-Chodźcie do wody!
Krzyknęła jeszcze głośniej i pobiegła do wody ciągnąc za sobą ciemnowłosego mężczyznę.
Wskoczyła do wody i zaczęła się pluskać jak małe dziecko i ochlapywać wodą swojego towarzysza. Popłynęła w kierunku swojej przyjaciółki i wskoczyła jej na głowę co spowodowało że obie znalazły się pod woda. Mamoru i Keizo przyglądali się całej tej sytuacji z wielkim rozbawieniem.
-One się nigdy nie zmienią.
Skrytykowała je Rei gdy wchodziła razem z Ami na głębszą wodę żeby popływać.
-Rei-chan to wakacje niech się bawią.

***

Wieczór był bardzo ciepły a niebo nabierało czerwonych kolorów od zachodzącego słońca. Grupka młodych ludzi właśnie się wybrała do pobliskiej dyskoteki żeby jeszcze bardziej umilić sobie wieczór. W tle było słychać muzykę taneczną na co Minako bardzo radośnie zareagowała i już po chwili znajdowała się na parkiecie ze swoim ukochanym. Reszta usiadła przy stoliku i oglądała uważnie lokal. Minako i Keizo do dołączyli do reszty po dwóch przetańczonych piosenkach.
-To co po piwku?
Mężczyzna się uśmiechnął szeroko do towarzyszy.
- Noritoshi-chan my jesteśmy jeszcze nie pełnoletnie.
-Wiem kochanie, ja proponowałem to Mamoru-san i Keizo-san.
Dziewczyna spłonęła rumieńcem i spuściła głowę. Mężczyzna pogłaskał ja po głowie i ucałował ją w czoło.
-To jak panowie?
-Chętnie.
-Podniósł rękę i po chwili zjawił się kelner
- Konbanwa*, co państwo sobie życzą?
-Poprosimy trzy piwa i… a dla was co drogie panie?
Zwrócił się do dziewczyn
-Sok pomarańczowy – powiedziała Rei
-Mi to samo – powiedziała Mako
- Poproszę zielona herbatę – powiedziała Ami
-Lody czekoladowe i wodę
-Usagi tu nie ma lodów!
Rei złapała się za głowę.
-Skąd mogłam wiedzieć, to poproszę frytki i sok jabłkowy.
-Czy Ty wszędy musisz coś jeść?
-Rei nie czepiaj się mnie.
-A ty Minako-san?
-Też poproszę zieloną herbatę.
Po kilku minutach zjawił się z zamówieniem. W tle ciągle leciała muzyka a na parkiecie tańczyli młodzi ludzie. Mężczyźni sięgnęli po zimne piwo i upili spory łyk zwłaszcza spragniony Keizo.
-Nie wiedziałam Mamo-chan że gustujesz w takich trunkach.
-Usagi nie bądź śmieszna przecież to facet.
-Rei nie bądź uszczypliwa.
-Dziewczyny spokojnie przecież przyszliśmy się tu bawić.
Mamoru wstał i wyciągną rękę do swojej ukochanej.
-Usako mogę prosić?
Dziewczyna spłonęła rumieńcem po czym wstała i rzuciła się na chłopaka który zabrał ją na parkiet.
-Ale z tego Mamoru dżentelmen.
-Rei-chan można się było tego spodziewać po k…. auććć co Ty robisz to bolało.
Rei znacząco się popatrzyła na blondynkę która zrozumiała o co chodziło.
-Suminasen.
Ami i Mako się zdenerwowały a dwaj mężczyźni byli zdezorientowani.
-Mina-chan o co chodziło z Mamoru-san? Możesz dokończyć?
-Nie to nic takiego chodź tańczyć.
-No właśnie Noritoshi-chan my tez idziemy.
Wstali od stolika i ruszyli w kierunku parkietu.
-Ale z tej Minako gapa, jeszcze chwile i by się przed nimi wygadała.
-Dobrze, że ją powstrzymałaś. Nie znamy ich i lepiej żeby nie wiedzieli wszystkiego.
-Póki co to musimy trzymać to w tajemnicy.
-Masz racje Rei-chan.
-Ami-chan może i my idziemy zatańczyć? Co tu będziemy siedzieć? Przecież sam Mamoru-kun kazał nam się bawić.
-Masz rację, chodźmy.
Cała grupa się bawiła i tańczyli razem zamieniając się nawet partnerami. Gdy Ami i Rei po raz kolejny tańczyli razem ktoś zakrył Rei oczy i schylił się do jej ucha szepcząc jej pytanie do ucha.
-Zgadnij kto to?
-Usagi co Ty wyprawiasz puść mnie
Zaczęła się wyrywać z uścisku lecz nie mogła się wyswobodzić.
-Nie to nie Usagi.
-Minako to na pewno Ty.
-Nie. Próbuj dalej.
-Dość tego puszczaj zamachnęła się i chciała już uderzyć łokciem żartownisia kiedy została złapana za rękę i odwrócona w jego kierunku.
- Jayato Jedaishi
Szepnęła cicho pod nosem.
-Zgadza się. To jak tu stoimy to zatańcz ze mną.
Kiwnęła tylko potwierdzająco głową, nie mogła wydusić z siebie żadnego słowa.
-Coś Ty taka milcząca? To nie podobne do Ciebie Rei-chan?
Jego oddech muskał skórę dziewczyny co przyprawiało ją o dreszcze.
-Co Ty tutaj robisz?
Wydusiła z siebie kilka słów.
-To samo co Ty, jestem na wakacjach.
Szeroko się uśmiechnął do dziewczyny i zakręcił nią po raz kolejny. Dziewczyny popatrzyły się na Rei ze zdziwieniem.
-Usagi-chan patrz na Rei!
Minako wręcz piszczała do ucha dziewczyny.
-Widzę, widzę, ale przystojniak. Kiedy ona go wyrwała?
-Nie wiem ale wszystko z niej wyduszę jak stąd wyjdziemy.
-Hai! Pomogę Ci Mina-chan.
-Dobrze.
W tym samym czasie Ami powoli kierowała się do stolika kiedy została złapana za rękę. Odwróciła się i to co zobaczyła zatkało ją, zrobiła wielkie oczy i otworzyła buzię ze zdziwienia.
-Wiem, że jestem przystojny ale nie musisz robić aż takiej miny.
Posłał jej promienny uśmiech i zbliżył się do niej.
- Zokada-kun? Co za zbieg okoliczności.
-Ami-chan nie wiedziałem że lubisz takie kluby. Zabrał bym Cię w Stanach jakbym wiedział.
-Przyjaciółki mnie tu przyprowadziły.
-Te dwie blondynki które coś szepczą do siebie i patrzą się na nas? To te z lotniska?
Ami spojrzała w kierunku dziewczyn i zobaczyła to co jej powiedział rozmówca, pokręciła tylko głową.
-Hai.
-Chodź.
Wyciągną dłoń do niebiesko włosej. Zaczęli poruszać się oboje w rytm muzyki. Zokada wirował z Ami jak profesjonalny tancerz. Zresztą wszyscy partnerzy dziewczyn byli wyśmienitymi tancerzami. W tłumie można było usłyszeć pochwały kierowane w ich kierunku.
-Nagisa-chan widzisz jak tańczy ten ciemnowłosy z tą blondynką z kokami? On jest taki przystojny i na dodatek super się porusza, taki facet to złoto.
-Misa-chan ten blondyn jest lepszy patrz jaką ma budowę a jak kręci tą dziewczyną. Och jak ja im zazdroszczę.
-Dziewczyny ten wyskoki brązowowłosy mężczyzna jest cudowny, spójrzcie z jaką lekkością tańczy.
-Jak ja bym chciała być na jej miejscu!
Ciężko westchnęły.
-Nareszcie mogę odpocząć.
Zmęczony opadł na sofę, sięgną po piwo i wypił całe jednym haustem.
-Keizo-chan!
Minako zrobiła wielkie oczy.
-No co? Pić mi się chciało. Zmęczyłem się.
-Jak się bawicie zakochani?
Usagi podbiegła do siedzącej pary.
-Świetnie.
-Ale mi się chce pić.
Złapała pierwszą lepszą szklankę z napojem i wypiła jednym duszkiem, lekko się skrzywiła.
-Co to było? To nie była moja herbata.
-Kochanie to było moje piwo.
Mamoru zaczął się śmiać z dziewczyny.
-To ja wypije Twoją herbatkę.
Usiadł przy stoliku i powoli sączył zielona herbatę swojej ukochanej, która była cała czerwona nie tylko ze zmęczenia ale i od piwa. Alkoholu prawie wcale nie piła poza ostatnią imprezą urodzinową co spowodowało że wypity tak szybko spowodował małe skutki uboczne.
-Patrzcie reszta się zbliża, nawet Rei i Ami idą ale nie same. Patrz jakie szybkie. Jesteśmy tu tak krótko a one już znalazły sobie amantów.
Minako zaczęła się donośnie śmiać. Nieznajomi mężczyźni podeszli do stolika.
-Konbanwa.
-O Zakira-san jak miło Cie widzieć.
-Ciebie też Aino-san.
-Wystarczy Minako. Zdaje się że reszty nie znasz więc Ci przedstawię to Keizo Koizumi mój chłopak, Noritoshi Nakamoto chłopak Mako-chan którą już znasz, Mamoru Chiba narzeczony Usagi którą tez już poznałeś na lotnisku a to nasza przyjaciółka Rei Hino z … no właśnie Rei-chan przedstaw nam swojego towarzysza.
-To Jayato Jedaishi poznałam go jak byłam z wizyta u ojca.
-Miło nam was poznać.
Mamoru podał dłoń poznanym mężczyznom. Stało się coś dziwnego. Wszyscy wstali i popatrzyli się na siebie bardzo badawczo.
-Mam dziwne wrażenie że to już kiedyś było.
-Mam tak samo Keizo-san.
Wszyscy byli bardzo zdenerwowani nie wiedzieli co się dzieje i dlaczego mają takie niespokojne odczucia. Usagi złapała dłoń ukochanego. W tym też czasie wszyscy się przenieśli w dziwne miejsce stała tam wielka murowana altana po środku której była fontanna a w koło niej znajdowało się wiele przeróżnych drzew i roślin. Poza tą jedną altana nic się tu nie znajdowało poza bujną roślinnością. Stanęli wkoło fontanny.
W tym samym czasie w jednym z wieżowców Tokio znajdowało się mieszkanie, a z sypialni wydobywał się niesamowity blask. Wchodząc do niej można było dostrzec jak z wszystkich możliwych szczelin szafy wydobywa się cudownie ciepłe światło. Ów przedmioty znikały tylko po to aby za chwilę znowu się pojawić i oświetlać pomieszczenie ciepłym biało-pomarańczowym, czerwonym, niebieskim i zielonym światłem. Po kilku minutach migotania i emanowania światłem przedmioty zaczęły mocno się kręcić wokół własnej osi po czym zniknęły i pojawiły się w murowanej altanie przed czterema mężczyznami. Wyciągnęli dłonie i dotknęli jaskrawego świtała które w chwili zetknięcia się z ich dłońmi wniknęło w ich ciała. W głowach zaczęły się pojawiać różne obrazy zarówno szczęśliwe kiedy ich księciem był Endymion jak i czasy wojny oraz ostatniej bitwy u boku królowej Beryl. Byli zdezorientowani nie wiedzieli co się dzieje, jedynie Mamoru zaczynał rozumieć co się właśnie stało.
-Moi generałowie. Witam was spowrotem.
-Panie, wybacz nam.
Zoisite ukłonił się przed księciem.
-Nie mam czego wam wybaczać, byliście pod wpływem Metali to nie wasza wina.
-Panie, nie możesz tak mówić, Silver Millenium przez nas zostało zniszczone. Stanęliśmy przeciwko Tobie.
-Kunzite mój przyjacielu to było dawno i się już nie liczy.
-Nie jesteśmy godni aby się odrodzić.
-Nefraite to nie prawda jesteście tu i się z tego cieszę.
-Panie jak możemy Cie prosić o wybaczenie? Co możemy zrobić aby Ci się odwdzięczyć?
- Jadeite wystarczy że będziecie obok mnie.
-Książę!
Ukłonili się swojemu księciu po czym zwrócili się w kierunku kobiet które stały obok nich. Każda z nich płakała, nie wiedziały co to wszystko znaczy. W ich głowach przewijały się wspomnienia z czasów Silver Millenium, pamiętały jak się spotkali po raz pierwszy, wspólne spacery, rozmowy, pierwsze pocałunki. A potem pojawiła się Metalia i ich zabrała, zwrócili się przeciwko im i ich zaatakowali. Mako płakała najgłośniej ze wszystkich,
-Nefraite!!
Krzyczała ile miała siły. Wróciłeś do mnie. Pamiętasz mnie?
-Tak ukochana, pamiętam, wybacz mi. Proszę.
Wtuliła się w jego tors, objął ja silnymi ramionami i przytulił tak mocno jak tylko mógł.
Rei stała jak osłupiała, łzy powoli płynęły z jej oczu które były skierowane w kierunku Jadeite. Podszedł do niej, dotknął jaj policzka, po czym przytulił ją z całych sił.
-Mars, tak bardzo Cie kocham, jak mogłem o tym zapomnieć. Wybacz mi. Proszę.
Po usłyszeniu tych słów rozpłakała się jeszcze bardziej a z jej oczu płynął już cały potok łez.
Ami pochlipywała, nie wiedziała co się dzieje, nie wiedziała czy to co się dzieje jest prawda. Słuchała rozmowy Mamoru z generałami z jej generałem, zaczęła szeptać sama do siebie
-On żyje, on wrócił, pamiętam już wszystko, pamiętam jak na ziemi i na księżycu kiedyś bardzo dawno temu My byliśmy razem.
-Tak ukochana wróciłem i już nigdy Cię nie zostawię.
Trafiła w jego ramiona, nie chciała z nich się oswobodzić, chciała trwać tak jak najdłużej.
Kunzite przyglądał się reakcji swojej ukochanej. Nic nie mówiła, byłą zadziwiająco spokojna chociaż z jej oczu płynęły pojedyncze łzy.
-Księżniczko Wenus, moja żono ukochana.
Podszedł do niej, bał się jej dotknąć, bał się że to złuda i wszystko pryśnie jak bańka mydlana. Podniósł dłoń powoli skierował w kierunku jej pięknych włosów, Minako złapała dłoń i przytuliła ja do swojego policzka, poczuła tak znajome jej ciepło i tą bliskość, serce waliło jej jak oszalałe.
-Kunzite, mój ukochany mój mężu.
Kolejna para wtuliła się w siebie najmocniej jak tylko można było.
Usagi podeszła do swojego ukochanego przytuliła się do jego ramienia i przyglądała się wszystkiemu w osłupieniu, gdy spojrzała na Mamoru zobaczyła że stoi on w zbroi a ona sama ma na sobie suknie księżniczki, podobnie jej przyjaciółki miały na sobie suknie księżniczek a generałowie byli również w zbrojach.
-Mamo-chan co się tu dzieje?
Cichutko szepnęła mu do ucha by nie zakłócić powstałej atmosfery.
-Usako generałowie się przebudzili i powrócili do nas, nie wiem dlaczego to się dzieje ale jestem bardzo szczęśliwy, nie sądziłem że odzyskam przyjaciół. Do pełnego szczęścia brakuje nam tylko Chibiusy.
Usagi na dźwięk tego imienia zaszkliły się oczy i bardziej się wtuliła w ukochanego.
-Nie martw się, kiedyś będzie z nami już na zawsze zobaczysz.
-Wiem Mamo-chan, ale tęsknię za nią.
-Ja też.

***

Znaleźli się spowrotem w dyskotece z której szybko wyszli i udali się do jednego z pokoi żeby wszystko omówić.
-Cieszę się że się przebudziliście naprawdę, nie zrozumcie tego źle ale mimo wszystko martwi mnie to. Do tej pory kolejne przebudzenia wiązały się z kolejnym wrogiem.
-Panie zrobimy wszystko by ochronić Ciebie i księżniczkę Serenity.
-Najpierw podstawy. Teraz ja jestem Mamoru a Serenity na ziemi nazywa się Usagi i proszę nie używać etykiety królewskiej jesteśmy sobie równi.
-Nie wiecie może czegoś co by było nam przydatne?
-Niestety Mamoru-san.
-Rei-san nie miałaś żadnej wizji?
-To znaczy miałam dziwne przeczucia, Święty Ogień był niespokojny ale wiem co to oznacza.
Ami i Minako znacząco popatrzyły na siebie i kiwnęły głowami.
-Mamoru-san my coś wiemy.
Wszystkie oczy skierowały się na niebieskowłosą i blondynkę.
-Jakiś czas temu Ja i Minako zorientowałyśmy się że Dianmad i Safir wrócił. Prowadziłyśmy obserwację nic nie świadczy o tym by nam zagrażali. Luna też tak uważa.
-Co! Jak mogliście coś takiego zataić! Co wy sobie wyobrażacie?
-Rei-chan spokojnie, naprawdę nie było potrzeby wznosić alarmu.
-Stało się teraz już wszystko wiemy, więc nie ma problemu. Musimy się z nim skontaktować wtedy na pewno się dowiemy więcej i czy nam zagraża czy nie. Zagramy w otwarte karty.
-To oznacza koniec wakacji?
-Minako!
Rei była wyprowadzona z równowagi.
-No co? Przyjechaliśmy na tydzień a to dopiero pierwszy dzień.
-Strach pomyśleć co dalej będzie się działo.
-Nie martw się Usako więcej niespodzianek nie przewiduje.
Pocałował ja delikatnie w usta.
-Zostaniemy tak długo jak planowaliśmy a reszta zajmiemy się po powrocie.
-Juupi!
Dziewczyny podskoczyły z radością do góry.
-To teraz chodźmy spać, musimy odpocząć po tym wszystkim.
-Masz racje Ami-chan.
Rozeszli się do swoich pokoi a gdy położyli się spać śniło im się poprzednie życie, wspomnienia napływały do nich przez całą noc.

***

Słońce powoli wstawało i rozświetlało niebo. Minako obudziła się bardzo wcześnie, to co sobie przypomniała tej nocy było bardzo zaskakujące. Łzy ciągle płynęły jej z oczy co spowodowało że poduszka była cała od nich mokra.
-Keizo-chan tak bardzo bym chciała się do Ciebie przytulić tak jak kiedyś. Ty, ja i …
Nie dokończyła , głos jej uwięzł w gardle a z oczu dalej płyną potok łez. Zwinęła się w kłębek przytuliła się do kołdry i cicho płakała.
-Jak ja mogłam zapomnieć? No jak?
Przez łzy zadawała sobie ciągle jedno pytanie. Pochlipywanie dziewczyny obudziło Usagi i Rei. Wstały ze swoich łóżek położyli się obok przyjaciółki, mocno ją przytuliły, nic nie mówiły słowa były im zbędne. Dziewczyna się uspokajała powoli i wszystkie jeszcze zasnęły przytulone do siebie.

***

Wszyscy znaleźli się w hotelowej restauracji na śniadaniu. Ami i Mako cieszyły się obecnością ukochanych, Rei mimo iż była szczęśliwa jak nigdy dotąd była niespokojna, martwiła się o Minako która była cicha i milcząca, nie chciała nic jeść wypiła tylko zielona herbatę i przyglądała się pustym wzrokiem za okno. Usagi równie wnikliwie obserwowała przyjaciółkę, znacząco popatrzyła się w kierunku Keizo który próbował rozweselić swoją ukochaną. Tsukino wstała złapał go za rękę i pociągnęła go za sobą, Aino nawet nie zauważyła że się oddalili, ciągle obserwowała co się dzieje za oknem. Rei postanowiła nie ingerować, nie wiedziała co się dzieje a Minako nic nie chciała powiedzieć.
-Keizo-kun martwię się o Minako-chan. Co się dzieje?
-Usagi-san ostatniej nocy przypomniałem sobie sporo z naszego poprzedniego życia. Sądzę że Mina-chan tez sobie sporo przypomniała.
Popatrzył czule w stronę długowłosej blondynki.
-Nic nie rozumiem, ale zrób coś! Zabierz ją gdzieś pogadaj z nią.
-Wiem, mam taki zamiar po śniadaniu.
Wrócili do stolika przy którym wszyscy żywo dyskutowali poza wpatrzoną w okno blondynką.
-Mina-chan zabieram Cię na przechadzkę.
Odwróciła się bez entuzjazmu, wzruszyła ramionami.
-Jak chcesz.
-W takim razie zbieramy się.
Delikatnie złapał ją za dłoń i wyprowadził z restauracji.
-Co jej się stało?
Zatroskana Ami skierowała swoje pytanie do Rei i Usagi.
-Nie mam pojęcia, nad ranem się obudziła cała zapłakana, pocieszałyśmy ją. Nic nie mówiła a my o nic nie pytałyśmy.
-Rozumiem Rei-chan. Mam nadzieje że Keizo-san jej pomoże.
-Ja też.
Odprowadzili parę wzrokiem po czym sami wyszli z restauracji.
-Sądzę, że macie sobie dzisiaj do powiedzenia więc proponuje by każdy poszedł na spacer.
-Świetny pomysł Mamo-chan. Idziemy.
Dziewczyna pociągnęła za sobą narzeczonego i skierowali się na plaże.
-No to my też idziemy na spacer prawda Nori-chan
-Pewnie idziemy, wybaczcie mam.
Ami i Rei popatrzyli na siebie ze zrozumieniem i one się rozdzieliły żeby więcej spędzić czasu ze swoimi ukochanymi.

***

Byli na pięknej polanie a w koło znajdowały się drzewa a ptaki zorganizowały dla nich koncert, szum drzew im akompaniował.
-Keizo-chan Ty sobie też przypomniałeś prawda?
-Tak ukochana, wszystko pamiętam.
-To znaczy, że…
-Tak. Ale nie martw się zobaczysz że wszystko się ułoży.
Minako znowu zaczęła gorzko płakać. Keizo mocno ją przytulił i próbował ją uspokoić, szeptał jej cicho do ucha i głaskał po głowie. Mówiła przez łzy.
-Jak to możliwe że zapomniałam o tym wszystkim i dopiero teraz, dopiero teraz gdy Ty wróciłeś to sobie przypomniałam.
-Nie martw się to spotkało nas wszystkich nie przejmuj się tym tak bardzo
-Ale jak mogłam zapomnieć o Mami-chan? Powiedz mi jak matka może zapomnieć o własnym dziecku?!!
Minako krzyczała ile miała sił w gardle wyrywała się z ramion Keizo który nie miał zamiaru jej puścić.
-Minako-chan ona wróci zobaczysz. Ja tu jestem, my tu jesteśmy ona wróci zobaczysz.
Minako przestała się ruszać jej wzrok zrobił się pusty a łzy dalej je płynęły z oczu.
-Dziwie się że jeszcze mam łzy, od wczoraj tyle ich wylałam, wtedy ich tyle wylałam.
Mężczyzna słuchał każdego słowa uważnie. Rozluźnił uścisk by widzieć jej twarz, usiadł naprzeciwko niej.
-Gdy Metalia zawładnęła wami, pamiętasz?
-Tak byłyście wtedy na księżycu.
-Dlaczego tak łatwo przeszedłeś na jej stronę? Czy nic dal Ciebie nie znaczyłyśmy?
-To nie prawda, ona była zbyt silna, naprawdę nie chciałem ale ona mną zawładnęła.
-Gdy zaatakowaliście księżyc ja wraz z pozostałymi broniliśmy księżniczki i królowej a Mami-chan miała się schronić w księżycowej komnacie, ale i tak dotarli nasi wrogowie. Widziałam jak tam się kierują ale nie zdążyłam!!
Załamał jej się głos a łzy płynęły coraz większe.
-Rozumiesz?!! Nie zdążyłam!! Widziałam jak umiera!! Zabiłam, zabiłam tych co ją skrzywdzili , pobiegłam do niej jeszcze żyła, dotknęła mojego policzka swoją małą dłonią powiedziała: „Mamusiu kocham Cię, nie złość się na tatę” po czym zamknęła oczy i już ich nie otworzyła. Krzyczałam, prosiłam błagałam rozkazywałam, groziłam ale nie otworzyła oczu!!
Keizo słuchał słów ukochanej, płakał razem z nią. Ich dziecko zginęło w walce która była bezsensowna. Nie wiedział co ma powiedzieć swojej ukochanej, rozumiał co ona czuje bo on czuł się tak samo, córeczka która tak kochał, kochał nad swoje życie umarła.
-Minako ona wróci zobaczysz. Ty tu jesteś ja tu jestem i ona się tu pojawi zobaczysz.
-A jak nie? Co ja bez nie pocznę? Kunzite! Ona musi do nas wrócić!!
-Wiem kochanie, wróci.
Mężczyzna przytulił mocno swoją ukochaną, ona wtulił się w jego tors. Oboje płakali jak dzieci, rzewnymi Łazami. Płakali tak długo aż usnęli ze zmęczenia.

***

-Usako mówiłem Ci że to był zły pomysł.
-Wiem ale nie mogłam się powstrzymać wybacz mi.
-Przebierz się szybko i wracamy, kolacja na nas czeka.
-Ale ja muszę wziąć prysznic wejdź do pokoju nie będziesz sterczał przed drzwiami.
-No dobrze ale pamiętaj że to Ty mnie zaprosiłaś.
-Co? Nieważne. Chodź ja idę pod prysznic.
Mamoru usiadł na fotelu i czekał na swoją ukochaną. Słyszał szum wody, wyobrażał sobie jak krople wody powoli spływają po jej nagim ciele, krągłych piersiach. Jego ciało zadrżało gdy tylko o tym pomyślał. Poczuł znajomy zapach perfum unoszący się w powietrzu, przypomniał sobie smak jej ust, zapach włosów i jedwabiste w dotyku włosy i skórę. Nikt nie działał tak na niego jak ona. Nigdy nie pragną innej kobiety, pragnął tylko jej. Jak tylko Usagi wyszła z łazienki ubrana w krótką turkusową sukienkę w ręku trzymała biały kapelusz a jej złote włosy rozpuszczone opadały na ramiona i sięgały aż do kolan. Mężczyzna oniemiał z zachwytu, wpatrywał się w nią z pożądaniem. Kobieta podeszła do niego delikatnie musnęła jego wargi co jeszcze bardziej go podnieciło. Wstał oddał jej pocałunek który był długi i namiętny. Objęła go i oddawała pocałunki z równą siłą.
-Chwileczkę.
Zachichotała.
-Co chcesz zrobić?
-A jak Ci się wydaje?
Zapytał z szelmowskim uśmieszkiem.
-Chcesz mnie zabrać na kolację.
-Słusznie.
Odkleił się od ukochanej i skierował się w kierunku drzwi.
-Proszę panie przodem.
Otwierając drzwi ukłonił się swojej ukochanej.
-Arigatou.

Restauracja była bardzo przyjazna i romantyczna, znajdowało się w niej bardzo dużo ludzi w tym też było dużo par, Usagi szukała swoich przyjaciółek ale żadnej nie zauważyła. Kelner zaprowadził ich do stolika który znajdował się na tarasie. Tsukino była zachwycona widokiem jaki był z tego miejsca a zachód słońca dodawał temu jeszcze większego uroku. Mamoru odsuną krzesło by Usagi mogła usiąść po czym usiadł naprzeciwko niej.
-Mamo-chan tu jest pięknie.
Dziewczyna była wszystkim zachwycona.
-Arigatou Usako.
Wyraz twarzy dziewczyny nagle się zmienił, co nie uszło uwadze mężczyzny.
-Usako…?
Popatrzyła się w oczy swemu ukochanemu.
-… coś się stało?
-Mam wyrzuty sumienia, zostawiliśmy dziewczyny i sami się dobrze bawimy.
-Nie martw się oni mają sobie naprawdę dużo do powiedzenia zwłaszcza Minako i Keizo.
-Wiem i dlatego się martwię.
-Nie potrzebnie, wszystko będzie dobrze.
Delikatne ścisną dłoń dziewczyny aby dodać jej otuchy.
-Zabieramy się za kolację. Smacznego Usako.
-Arigatou.
-Króliczku chcesz może lampkę wina?
-No nie wiem jestem nie pełnoletnia.
-Masz już 17 lat więc Ci nie zaszkodzi, nie pamiętasz już swoich urodzin?
Dziewczyna spłonęła rumieńcem.
-Więc może jednak się skuszę.
Z radosną miną stwierdziła na co  jej kompan się uśmiechną.
-Ona nigdy się nie zmieni
Szczęśliwa dziewczyna popijała czerwone wino i rozmawiał ze swoim ukochanym.

-Dobranoc króliczku, miłych snów.
Złożył na jej ustach delikatny pocałunek. Usagi otworzyła drzwi do pokoju.
-Dobranoc.
Weszła do pokoju.
-Nie ma nikogo. Rzuciła się na łóżko i myślała o tym wszystkim co się stało, o dziewczynach, generałach o tym jak się czuja.
-Cały dzień spędzili razem mam nadzieje że wszystko sobie wytłumaczyli. Tylko dlaczego Minako się tak zachowuje? Czyżby się nie cieszyła z powrotu Kunzite?
Przewróciła się na drugi bok.
-Nie to nie możliwe.
Szybko wstała i wyszła z pokoju zamykając za sobą drzwi na klucz.

Rozległo się pukanie do drzwi. Podszedł do nich mężczyzna w rozpiętej koszuli, widać było jego dobrze wyrzeźbiony tors i brzuch.
-Usako? Co tu robisz?
Dziewczyna się zarumieniła na widok swojego narzeczonego. Nieśmiało zaczęła mówić.
-Dziewczyn nie ma, nie chce być sama. Mogę wejść?
-No pewnie.
Otworzył szerzej drzwi i zaprosił do środka.
-Arigatou.
-Usako coś Cię niepokoi?
Głos mężczyzny wyrwał ją z zamyślenia.
-Nie, myślę o dziewczynach.
-Za dużo się martwisz o nie. To już duże dziewczyny poradzą sobie. Ale z drugiej strony muszę Cię pochwalić.
-Za co?
Była bardzo zdziwiona.
-Zmieniłaś się i nie chodzi mi tu tylko o twoja urodę
Pogłaskał ja po twarzy.
-… ale i o Twój charakter, stałaś się dojrzała i zachowujesz się jak prawdziwa księżniczka.
-Zawstydzasz mnie.
-Mówię prawdę.
Zapanowała krótka cisza którą przerwał brzuch Usagi. Dziewczyna spłonęła rumieńcem a Mamoru roześmiał się jak dziecko.
-Chyba się pomyliłem, jednak nigdy się nie zmienisz.
-Mamoru-chan to było nie grzeczne.
-Sumimasen Usako ale nie mogłem się nie śmiać.
Mówił śmiejąc się dalej. Tsukino przybrała groźną minę i zaczęła się skradać do niego. Mamoru rozbawiony cofnął się trochę do tyłu. Nagłym ruchem chwyciła go i powaliła niespodziewanie na łóżko. Sama była zdziwiona gdy wylądowała na nim okrakiem. Oboje zaczęli się śmiać tak mocno aż łóżko trzęsło się pod nimi.
-Wydaje mi się że znalazłaś się w …mmmm…dość ciekawej pozycji.
Dziewczyna spłonęła rumieńcem a Mamoru przewrócił ja na plecy i teraz to ona leżała pod nim. Pocałował ją namiętnie i łapczywie nie chciał przestawać, chciał więcej. Znowu poczuła to pulsujące gorąco w brzuchu. Jej początkowy opór zastąpiło podniecenie. Pocałował ją jeszcze raz ale nie poprzestał tym razem na ustach. Całował jej twarz, oczy , czoło, szyję i powoli zszedł niżej aż do doliny między piersiami, jego dłonie wędrowały po jej udach. Oderwał się od niej popatrzył się na nią łapczywie, ściągając swoje ubranie. Przyglądała się na niego z zachwytem. Był świetnie zbudowany.
-Nie ma grama zbędnego tłuszczu, szczupły, muskularny. I to wszystko moje, – myślała z zaborczym zadowoleniem.
Przyglądał się swojej ukochanej była taka piękna zmysłowa. Zdjął z niej turkusową sukienkę i jego oczom ukazała się koronkowa czarna bielizna. Pocałunki były coraz bardziej gorące. Rozpiął koronkowy stanik i zaczął głaskać piersi. Wędrował dłońmi po jej nagim ciele tak delikatnie, jak niewidomy szukający drogi po omacku. Opuszkami palców przesuwał po jej twarzy, szyi, ramionach. Kiedy znów dotarł do piersi, przystanął. Ujął je w obie ręce i schylił głowę by złożyć na nich delikatne pocałunki. Językiem muskał naprężone sutki. Zadrżała pod jego dotykiem i pieszczotami jak struna pod palcami wirtuoza. Usagi chwyciła mocno jego ramienia, paznokciami wbijając się w jego ciało. Poddała się jego pieszczotom i pocałunkom czerpała z tego radość, że jego ręce i usta odkrywają jej ciało. Czuła że nie panuje nad swoimi zmysłami, że włada nią teraz tylko żądza. Widziała że z Mamoru dzieje się to samo. Był bardzo delikatny i czuły. Spletli ręce i nogi. Zdawało się że jego usta były wszędzie, na jej ustach, twarzy, szyi, piersiach, brzuchu, udach. Zamknęła oczy i oddała się namiętności jaką w niej wzbudził. Poczuła ciepło jego dłoni na wewnętrznej stronie ud. Głaszcząc powoli, z wolna posuwał się wyżej i wyżej i wyżej aż nagle dotknął jej tam, najpierw delikatnie później coraz natarczywiej, aż poczuła że dłużej nie wytrzyma.
-Och Mamo-chan… -jęknęła.
Przerwał i pocałował ją leciutko, delikatnie musnął jej wargi. Później coraz mocniej jakby każdy pocałunek wzmagał w nim głód następnych, był nienasycony. Znowu cichutko jęknęła.
-Mamoru…- szepnęła- Proszę…
-Poczekaj.
Przeciągnął palcem po jej ustach, wilgotnych i nabrzmiałych od ilości pocałunków. Głęboki oddech i spięte mięśnie świadczyły że ledwo panuje nad sobą. Nie wiedziała dlaczego zwleka. Poczuła jego palce we włosach, odchylił jej głowę. Ustami wędrował po wygiętej i naprężonej szyi. Delikatnie ugryzł ją w ucho, schylił głowę by całować jej piersi. Poczuła jak cała drży z rozkoszy. Wtem przewrócił się na plecy i pociągnął ją za sobą. Znowu ona leżała na nim. Całowała jego szyję, ramiona, klatkę piersiową. Dłonie wplotła w jego ciemne włosy. Była podniecona, pragnęła coraz więcej.
I wszedł w nią. Zgodnie wybijali prymitywny rytm płynący z najgłębszych zakamarków ich dusz, fala pożądania niosła ich ku spełnieniu. Czuła że ciałem Mamoru wstrząsnął silny dreszcz a zaraz po tym przyszło odprężenie. Usagi czuła jak jej ciało z rozkoszy wibruje a emocje ciągle się podnoszą aż w końcu osiągnęła tak upragniony szczyt i odczuła cudowne odprężenie. Opadłą na ukochanego, objęła go ramieniem. Wtuliła się w ukochanego który ją mocno przytulił.
-Kocham Cię Usako.
Zapach jej włosów działał na niego jak narkotyk, sprawił iż jego męskość była gotowa do kolejnego namiętnego zbliżenia. Nie chciała wracać do swojego pokoju wiedziała że teraz to jest już bez znaczenia. Podniosła się popatrzyła w jego oczy w których można było utonąć, delikatnie pogłaskała go po policzku.
-Kocham Cię -Mamo-chan.
Widziała w jego oczach to pożądanie które sama jeszcze czuła, wiedziała że tej nocy jeszcze dużo się wydarzy. Pocałowała go namiętnie i łapczywie jakby się bała, że robi to po raz ostatni. Oddał jej pocałunek, czuł że jego ukochana chce więcej i że on może jej to dać. Po raz kolejny złączyli się w namiętnym i delikatnym seksie który z czasem robił się coraz bardziej dynamiczny, wręcz agresywny. Wiedział co ma robić jej ciało samo mu to mówiło.
Tej nocy odkryli się na nowo, pocałunki i pieszczoty nie miały końca, chcieli coraz więcej i więcej, byli sobą nie nasyceni. Bali się że jak zasną okaże się to tylko snem. Pragnęli się na wzajem i gasili te pragnienie kolejnymi pieszczotami i pocałunkami.

 

 

 

* konbanwa - dobry wieczór