Rozdział XXVII

Kilka dni po zakończonej walce wszyscy próbowali oswoić się z nową sytuacją.
-Nadal nie mogę w to uwierzyć że Usagi i Mamoru są władcami nie tylko Ziemi i księżyca ale i Nemezis ta planeta źle mi się kojarzyła. Chibiusa nic nie mówiła o tym jak przebywała w XX wieku.
-Kochana Minako – jej głośne przemyślenia rozbawiły Keizo – To normalne że ona nic nie mówiła, bo nie można znać przyszłości, pewnie wiele wam nie powiedziała i wiele pozmieniała byście się nie sugerowały życiem z jej czasów. O nas też nic nie wiedziałyście?
-No nie. – Minako na chwilę zamilkła i posmutniała.
-Mamoru leży ranny Usagi opiekuje się nim ale najgorsze jest to, że jego rany powinny już się zagoić, przecież ma zdolności uzdrawiające, wszystkie rany szybko się na nim goiły a teraz? Zamiast się goić powiększają się! Widziałam że unika rozmów nawet z Usagi.
-Wiem zemną też nie chce rozmawiać. Martwi mnie to. Te rany, masz rację już powinny zniknąć.
-Może Usagi powinna użyć srebrnego kryształu? Jeśli nadal tak będzie wszystko postępować to wkrótce Mamoru-kun umrze.
-Co? Umrze?
Usagi zalała się łzami okręciła się na pięcie i pobiegła przed siebie tam gdzie ją nogi poniosły.
-Minako-chan Ty to masz wyczucie.
-A skąd ja mogłam wiedzieć że stoi za nami?
Keizo spuścił głowę.
-Masz rację, całkowitą rację.

***

Biegła przed siebie a łzy spływały jej po policzkach jak ulewny deszcz, nie mogła uwierzyć w to co usłyszała z ust swojej przyjaciółki, jej ukochany Mamo-chan może umrzeć!
-Dlaczego Mamo-chan dlaczego?
Stanęła przed dębowymi drzwiami wahała się ale nacisnęła klamkę, cicho otworzyła drzwi i zajrzała do środka.
-Śpi.
Wypuściła powietrze z ust, weszła do środka pokoju, zachowywała się bardzo cicho nie chciała obudzić ukochanego. Obserwowała czy oddycha. Uklęknęła obok łóżka i delikatnie wzięła go za rękę. Siedziała tak dłuższą chwilę nie ruszała się ani nie odzywała tylko obserwowała swojego ukochanego.
-Mamo-chan ja nie przeżyje jak Ty umrzesz nie chcę żyć bez Ciebie.
Delikatnie musnęła jego dłoń nawet nie zauważyła że Mamoru już nie śpi.
-Nie dotykaj mnie Usagi-kun
Poderwała się na równe nogi nie wiedziała co ma ze sobą zrobić planowali ślub, oddała mu się, od kilku dni siedzi przy jego łóżku, opiekuje się nieprzytomnym ukochanym a on po przebudzeniu mówi do niej Usagi-kun?
-Mamo-chan co się dzieje?
-Nie mów tak do mnie.
-A jak mam mówić do swojego ukochanego?
-Wybacz ale po ostatnich zajściach już nie jestem Twoim ukochanym.
Mamoru chociaż ledwo mówił to brzmiał bardzo poważnie w oczach nie miał krzty uczucia czy żalu.
-Mamoru proszę Cię.
-Nie masz o co mnie prosić a teraz wyjdź, Twoje towarzystwo źle na mnie działa.
Usagi zaszkliły się oczy po raz kolejny nie wiedziała co zrobić zaczęła się cofać chciała już wyjść ale wtedy przed oczami stanęła jej przed oczami pewna scena z przeszłości.
-Pamiętasz? Kiedyś już kazałeś mi opuścić swoje życie, powiedziałeś, że mnie nie kochasz, że nie pasujemy do siebie wyrzuciłeś mnie z mieszkania. Wtedy chciałeś mnie chronić. A dzisiaj ? Co takiego się stało że dzisiaj robisz to samo?
Usagi patrzyła mu prosto w oczy nie mrugnęła ani razu czekała na odpowiedź. Mamoru westchną głośno dobrze pamiętał, tamte dni bez niej były wręcz piekłem. Odwrócił twarz nie mógł dłużej patrzeć na jej łzy, płakała tak samo jak wtedy ale teraz była inna sytuacja.
-Pamiętam, pamiętam też nasz pierwszy raz i wszystkie następne, nasze plany – mieliśmy wziąć ślub. Ale co z tego skoro Ty nie potrafiłaś tego uszanować!
Próbował wręcz krzyczeć lecz stan zdrowia mu na to nie pozwalał.
-Mamo-chan ale ja Cię kocham.
-Nie wierze w to, po tym co widziałem to nie wierzę w nic co mówisz!
Usagi zdębiała zrozumiała że Mamoru widział jak pocałowała Diamanda i płakała nad nim gdy umierał.
-Widzę że już wiesz, więc wyjdź.
-Nie wyjdę póki mnie nie wysłuchasz.
-Powiesz mi kolejne kłamstwo. Wyjdź!
-To prawda pocałowałam Diamanda, ale ja go nie kochałam.
-To po co to zrobiłaś? Co?
-Chciałam mu dać trochę szczęścia przed śmiercią wiedziałam że umiera. Kochał mnie szczerze nie chciał nas rozdzielić życzył nam szczęścia.
-Szczęścia? To chyba jakieś kpiny!
Mężczyzna był oburzony co wcale nie pomagało mu. Jego stan był coraz gorszy zaczynał się coraz mocniej pocić i mówić coraz ciszej co nie uszło uwadze Usagi.
-Myśl co chcesz ale ja Cię kocham i nie odpuszczę tak łatwo. Bez Ciebie moje życie nie ma sensu.
Podeszła bliżej niego dotknęła dłonią czoło które było bardzo rozpalone, serce biło mu nie miarowo.
-Odejdź odwrócił twarz by nie patrzeć na nią.
Usagi już nic nie mówiła zamilkła całe pomieszczenie nagle rozbłysło ciepłym srebrnym kolorem. Mamoru zaskoczony popatrzył się w stronę światła zobaczył że obok niego stoi Królowa Neo Serenity z srebrnym kryształem w dłoniach.
-Coś Ty najlepszego zrobiła?
-Twoje moce nie działają nie uleczysz się sam a i lekarze nie pomagają za bardzo Cię kocham by pozwolić byś umarł muszę zrobić wszystko abyś żył moje życie się nie liczy.
Po tych słowach zamilkła. Mamoru widział tylko jak coś szepcze po czym strumień światła skierował się w jego stronę i otulił delikatnie całe jego ciało. Po czym już nic nie widział tylko ciemność.
-Śpij mój kochany za jakiś czas się obudzisz i będziesz zdrów.
Opuściła ręce i opadła na kolana, nic już nie widziała i nie słyszała była szczęśliwa, że uratowała swojego mężczyznę, tego jedynego.
***
Po kilku kolejnych dniach obudzili się oboje. Mamoru był nadal słaby ale powoli dochodził do siebie. Usagi mimo dużego wycieńczenia o dziwo szybko dochodziła do siebie.

-Usagi-chan jak to zrobiłaś że on zdrowieje?
-To miłość Rei-chan, po prostu miłość.
Przyjaciółka się uśmiechnęła do niej i wyszła z pokoju.

-Nareszcie dochodzisz do siebie baliśmy się o Ciebie.
-Keizo mój dobry przyjacielu żeby nie ona to bym umarł,
-Dlaczego?
-Użyła srebrnego kryształu. Jak się ona czuje? wszystko w porządku?
-Oczywiście że w porządku odpoczywa w pokoju obok.
Mamoru się uspokoił i opał z powrotem na łóżko.
-Mimo wszystko ją kocham nie potrafię żyć bez niej.
-To żyj z nią, wybacz jej.
Mamoru zamilczał w głębi serca wiedział, że już jej wybaczył.

***

Pierwsze promienie nieśmiało zaglądały do pokoi i budziły ludzi o niespokojnym, lekkim śnie. Błękitne, wciąż delikatnie zamglone niebo zapowiadało wspaniałą pogodę. Idealną na spełnianie największych marzeń.
Niewyraźna smuga światła padła na twarz śpiącego wciąż mężczyzny. Ten westchnął ciężko i mozolnie przewrócił się na drugi bok, zasłaniając oczy przed jasnym światłem. Wyciągnął rękę i zaczął gładzić nią łóżko, jakby w poszukiwaniu czegoś. Po chwili otworzył oczy i ze zdumieniem spostrzegł, że miejsce obok niego jest puste, a o czyjejś obecności świadczył tylko ślad na wygniecionej poduszce. Mężczyzna przesunął się nieznacznie i wtulił w nią twarz. Pachniała drogimi, damskimi perfumami, które tak dobrze znał i pokrzywowym szamponem.
Wtedy właśnie ocknął się i dotarła do niego świadomość, że to właśnie dziś jest ten dzień. Tak długo wyczekiwany, planowany od dawna, kiedy tylko w jego głowie zawitało takie marzenie. Ślub. Piękny, wspaniały, z mnóstwem gości we wspaniałej katedrze. I z nią. Z kobietą jego życia. Z Usagi.
Podciągnął bokserki i wyszedł na korytarz, zobaczyć się z narzeczoną. Miał to być ostatni raz. Wieczorem będzie już jego żoną. Usłyszał dźwięczny głos, dochodzący z salonu, więc skierował swoje kroki w tamtą stronę. Nieśmiało zajrzał do środka – nie chciał przeszkadzać, zrozumiał, że rozmawia ona przez telefon.
- Wstałeś już? Miałam nadzieję, że jeszcze sobie pośpisz. Specjalnie starałam się ciebie nie budzić – powiedziała, gdy tylko usłyszała kroki tłumione nieco przez gruby dywan.
- Nie obudziłaś mnie. Zrobiło to słońce. Trzeba będzie przenieść sypialnię. Te wschody mnie denerwują. – Odpowiedział i złożył na jej policzku szybkiego buziaka. Machnęła obojętnie ręką i zauważyła:
- Nie prościej będzie zamontować rolety? I tak trzeba to zrobić.
- Może… – zamyślił się i utkwił spojrzenie w jej twarzy.
Okrągła, jeszcze trochę dziecinna, miała w sobie jednak coś poważnego i subtelnego, co przyciągało jak magnes. W niebieskich oczach czaiły się ironiczne błyski, a pełne, różowe usta równie często wykrzywiały się w promiennym uśmiechu. Siedziała pochylona nad drewnianym stolikiem do kawy, a jej długie złote włosy falą spływały na plecy. Kobieta po chwili podniosła się i zapytała:
- Zrobić ci jakieś śniadanie, Mamo-chan?
- Yhm – mruknął. – Obojętnie co. Dzisiaj zjem wszystko.
Z niejakim fanatyzmem obserwował jak pełnym gracji krokiem kieruje się do kuchni. Miała na sobie tylko jego zgniłozielony t-shirt, który służył jej jako koszula nocna. Materiał sięgał zaledwie do połowy uda, sprawiając, że blondynka wyglądała ponętnie i seksownie. Mężczyzna westchnął przeciągle. Wciąż nie mógł uwierzyć, że tak wielkie szczęście spotkało jego. Właśnie jego.

Katedra należała do budynków, na których nie oszczędzano materiałów. Potężna, wręcz majestatyczna, wznosiła się w górę dwoma strzelistymi wieżami. Ogromne wrota wyglądały jak w dawnych zamkach, jakby za chwilę mieli je przekroczyć król i królowa. Wiele par wybierało to miejsce na swój ślub. Było piękne, dobrze ulokowane i mogło pomieścić mnóstwo gości w swym obszernym i zawsze przyjemnie chłodnym wnętrzu. Poza tym było w niej coś takiego, co sprawiało, że młodzi czuli się ważni, jakby nagle ich egzystencja urastała do ogromnej rangi, jakby pełnili naprawdę ważną rolę.
Mamoru stał w swoim pedantycznie ułożonym i idealnie uprasowanym, czarnym garniturze przed drzwiami katedry i czekał na właściwy sygnał. Co jakiś czas zerkał w stronę Usagi, wyglądającej jak nimfa. Wydawała się być taka krucha, delikatna i… eteryczna? Zastanowił się, skąd wzięło się to słowo. Może to przez te zwiewne materiały, a może przez koronki, a może przez wianuszek z kwiatów… Po chwili zrezygnował z roztrząsania tej kwestii i z dumą patrzył na swoją narzeczoną. Nieważne dlaczego wyglądała tak pięknie, ważne, że właśnie wyglądała tak, a nie inaczej.
Nerwowym ruchem ręki strzepnął biały paproch, który osiadł mu na ramieniu, psując wizerunek. Zaczynał się niecierpliwić. Dlaczego druhny jeszcze się nie pojawiły? Spojrzał na zegarek. Dochodziła piąta po południu, a one miały stawić się wcześniej! Większość gości już zgromadziła się wewnątrz katedry i oczekiwała wielkiego przedstawienia. Dlaczego ich, do jasnej cholery, jeszcze nie ma? Zaczął rytmicznie tupać nogą w beton i coraz częściej spoglądać na zegarek, jakby to miało sprawić, że druhny szybciej się zjawią.
W pewnym momencie na parking zajechał czarny Ford Scorpio i wysiadły z niego cztery młode dziewczyny i każda miała inny kolor sukienki – jedna była w pomarańczowej, druga w zielonej, trzecia w niebieskiej i czwarta w czerwonej. Przeprosiły za spóźnienie i od razu zajęły swoje miejsca. Dokładnie tak, jak ich instruowano. Rozległy się pierwsze dźwięki starych organ i uroczystość w końcu się rozpoczęła.
Przez cały czas Mamoru stał wcale nie mniej zdenerwowany niż przed katedrą. Dobrnęli do decydującego momentu. Powoli wyrecytował swoja przysięgę odpowiedź i z natężeniem wpatrywał się w pannę młodą. Ksiądz zwrócił ku niej swoje oblicze i zadał to pytanie. Ta uśmiechnęła się promiennie, spojrzała z radością na Mamoru i pewnym głosem, który później głucho odbijał się od ścian katedry, powiedziała:
-Tak.
Nałożyli sobie obrączki obdarowali małżeńskim całusem po czym odwrócili się do licznie zgromadzonych gości którzy zaczęli bić im brawa.
Wszyscy zebrani po ceremonii ślubnej pojawili się na przyjęciu weselnym i Bawili się do białego rana.

W taki sposób bym dobrnęła do końca opowiadania :)

Kategorie: U/M

7 Komentarze

  1. Widzę ze Usagi postawiła na swoim i wybiła głupoty z głowy Mamoru. Przeczytawszy zakończenie , pojawia się pytanie – Czy to już koniec opowiadania…?

  2. :((((((((( szkoda że to już koniec ciekawa jestem czy jeszcze coś dla nas napiszesz ??????? pozdrawiam i jak by co to ja chętnie poczytam kolejne opowiadanie :)))))))))))))))

    • Nie zapowiada się na kontynuację mojej twórczości pisarskiej, nie jestem zbytnio dobra, chciałam spróbować swoich sił i się przekonałam że nie jestem stworzona do pisania opowiadań. Mam swoje 2 ulubione autorki ale niestety nawet nie mam kiedy czytać opowiadań chociaż jedna to się uwzięła i od pół roku nic nie wstawia :( Niestety brak czasu i zmiany w życiu nie sprzyjają co do bieżącego śledzenia ich blogów co mnie zasmuca ale niestety takie życie.

  3. Na początku twojego pisania było lepiej niż pod koniec… Nie wiem od czego to zależy, ale naprawdę było lepiej. Może to przez ten brak czasu i kończenie opowiadania trochę na siłę, bo takie się ma wrażenie. Mimo to Twoje koncepcje i pomysły mi się podobały :) naprawdę były ciekawe wątki:) Także dobrze oceniam Twoje opowiadanie.
    A ja piszę:P Naprawdę, będzie już ze strona^^ i powoli do przodu bo zaczynam ogarniać się z akcją i tym co ja muszę jeszcze umieścić tam ^^ Ale te 100 rozdziałów to nawet nie jest połowa tego opowiadania ;)

    • Może masz rację i kończyłam to opowiadanie na siłę, nie chciałam zostawiać go bez zakończenia tak jak robią to niektóre autorki. Na początku miałam większy zapał i naprawdę miałam wenę do tego ale z czasem zapał malał i wena gdzieś się ulotniła :( chciałabym pisać jak Ty albo misako czy tsukinousagi naprawdę jesteście fantastyczne a wasze opowiadania czyta się z przyjemnością. Dzięki za miłe słowa. Zaglądam na Twoje blogi i oczekuje kolejnych rozdziałów.

      • a myślisz, że ja mam wenę i zapał? No coś Ty. Stąd takie długie przerwy między rozdziałami, bo to się nie da tak szybko. A do Misako i Tsukinousagi to mi daleko… One piszą o wiele lepiej ode mnie…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.